Planetarne fazy życia

Bez względu na to, kim jesteśmy i co robimy, jednoczmy się we wspólnocie, którą jest jedność doświadczenia ludzkiego. Z tej oczywistej prawidłowości zdawali sobie sprawę także astrologowie antyczni, którzy na długo przed wyodrębnieniem się psychologii rozwojowej opisali fazy i etapy życia, przez jakie przechodzi człowiek. Fazy te wpisane są w cykle planet, ściślej mówiąc w architekturę nieba korespondującą z architekturą duszy.

W ostatnim rozdziale księgi czwartej „Tetrabiblosu” (przekł. G. Muszyński, Wrocław 2012) – kanonicznego tekstu astrologicznego z II wieku n.e. Klaudiusz Ptolemeusz opisuje m.in. podział życia na etapy bądź fazy, którym przyporządkowuje jedną z planet zgodnie z porządkiem sfer niebieskich, poczynając od Księżyca (okres niemowlęcy), a skończywszy na „kuśtykającym” Saturnie, ostatniej wówczas znanej planecie, która – w nawiązaniu do jej symboliki – odnosi się do wieku starczego. Ta swoista astrologiczna psychologia rozwojowa stanowi unikalny opis kondycji ludzkiej od narodzin do śmierci. Każdy z nas przechodzi przez te same fazy, lecz jednocześnie każdy z nas przeżywa je w indywidualny sposób nakreślony przez niepowtarzalne umiejscowienie poszczególnych planet w horoskopie urodzeniowym, jak i solarnym (rocznym).

Warto przypomnieć tę antyczną typologię właśnie z uwagi na jej uniwersalizm, chociaż trzeba podkreślić, że Ptolemeusz wpisywał swoje rozważania nie tyle w znaną dziś psychologię, ile w dociekania natury przyrodniczej. Nie zmienia to jednak głębi myśli Autora, ponieważ idąc tropem nakreślonym przez postulat jedności duszy i ciała, funkcje biologiczno-przyrodnicze warunkują życie psychiczne i rozwój wewnętrzny człowieka, w szczególności rozwój emocjonalny i intelektualny, zgodnie z funkcjami duszy (psyche), które wyodrębnił grecki filozof Arystoteles, mówiący o duszy wegetatywnej (odżywianie), zmysłowej (postrzeganie) i rozumnej (myślenie).

Nauka płynąca z opisu faz życia według Ptolemeusza sprowadza się do twierdzenia, że pewne rzeczy w życiu przechodzimy tylko raz, więc jeśli coś popsuje się na jakimś etapie, później trudno to naprawić, ponieważ życie biegnie dalej i nie można się już cofnąć.

Faza Księżyca (0-4 lat). Na pierwszym etapie życia pozostajemy pod wpływem Księżyca, który – zdaniem Ptolemeusza – symbolizuje

„szybki wzrost, upodobanie do płynnego na ogół pożywienia, zmienność postawy i kondycji oraz niepełność i niecałkowite ukształtowanie duszy”.

Ta ostatnia cecha jest tutaj kluczowa, ponieważ odnosząc pierwsze cztery lata życia do życia psychicznego, w którym kształtują się nasza matryce reagowania, wzorce emocjonalne, zaspokajanie potrzeb, okazuje się ona tym, co warunkuje nasze przyszłe funkcjonowanie. Księżyc w horoskopie urodzeniowym pokazuje to, co otrzymaliśmy od rodziców lub czego dostać nie mogliśmy. Wszelkie deficyty czy niedostatki emocjonalne ciągną się za nami latami i warunkują sposób, w jaki czujemy się sami ze sobą. A od tego zależy w gruncie rzeczy to, jak funkcjonujemy w świecie i co udaje nam się osiągnąć. Księżyc wskazuje bowiem nie tylko na strategiczną rolę dzieciństwa, lecz także na całą nieświadomą dynamikę życia wewnętrznego i biologicznego.

Faza Merkurego (4-14 rok życia). Po okresie czteroletniej fazy lunarnej, w której kształtują się zręby struktury nieświadomości indywidualnej, a więc również tego, co nieracjonalne, następuje dziesięcioletni okres życia przypadający na czas szkolny (edukacja podstawowa). Nic dziwnego, że łączy się tę fazę z Merkurym, ponieważ według Ptolemeusza planeta ta

„zaczyna wyodrębniać i kształtować w duszy rozum i zdolności myślenia, a także wpajać jej zalążki i pierwsze przesłanki wiedzy (…)”.

Oznacza to, że w tym okresie życia nie tylko budzi się w nas to, co racjonalne, lecz także gromadzimy wiedzę niezbędną do funkcjonowania w świecie. To właśnie dlatego położenie Merkurego w horoskopie powie nam, jaki typ umysłowości nas cechuje (np. ścisły, humanistyczny itd.), w jaki sposób zdobywamy wiedzę, uczymy się czy komunikujemy się z innymi. Racjonalność podkreśla położenie Merkurego w znakach Saturna, czyli w Koziorożcu, Wodniku, a także w Wadze, względnie aspekty Merkurego z tą planetą (np. Albert Einstein miał koniunkcję Merkurego z Saturnem w domu dziesiątym związanym z karierą). Z kolei wizyjność, wyobraźnię naukową czy intuicję podkreśla Merkury w znakach Jowisza (Strzelec, Ryby, Rak), zaś na artystyczno-literackie zamiłowania wskazuje zwykle połączenie Merkurego z Wenus.

Faza Wenus (15-22 rok życia). Z uwagi na władztwo Wenus jest to jeden z najbardziej przyjemnych, ale też i zwodniczych okresów w życiu, kiedy to – jak pisze Ptolemeusz –

„ducha ogarnia jakiś szał, nieopanowanie, pociąg do jakichkolwiek bądź związków miłosnych, żarliwość, skłonność do podstępów i zaślepienie właściwe pochopnemu działaniu”.

Jednym słowem kolejne osiem lat po rozwoju racjonalnym (Merkury) przynależą zasadzie przyjemności, a więc Wenus, która – najkrócej mówiąc – skłania do wiązania się w pary. To właśnie w tym okresie przeżywamy pierwsze doświadczenia seksualne, zauroczenia, niektórzy podejmują decyzje o wyborze partnera na stałe. Jednocześnie doświadczamy mrocznej strony Wenus: zazdrości, zawiści, rozczarowań uczuciowych, zawodów miłosnych. To, jak przeżywamy miłość i bliskość, zależy właśnie od usytuowania Wenus w horoskopie indywidualnym. Planeta ta wspierana Jowiszem podkreśla łatwość i przyjemność w nawiązywaniu relacji uczuciowych, natomiast wspierana Saturnem wskazuje na trwałość i solidność relacji.

Faza Słońca (22-41 rok życia). Jest to decydujący moment w życiu człowieka, swoisty punkt przesilenia, etap, w którym najpełniej można rozwinąć własny potencjał. Ptolemeusz tak pisze o tym dziewiętnastoletnim okresie:

„Wpaja ono duszy pewność siebie i wierność sobie w działaniu, pragnienie życia, uznania i prestiżu społecznego, niesie przemianę z niefrasobliwego i nierozważnego błądzenia [lat wcześniejszych] ku ostrożności, obyczajności i ambicji”.

Innym słowy okres symbolizowany przez Słońce, zwany też „pełnią lat”, zapowiada fazę najbardziej bujną, w której można w pełni rozwinąć i zamanifestować swoją dorosłość, odpowiedzialność, samostanowienie, ochronę siebie. Ta solarna faza to inaczej szczyt możliwości człowieka, kiedy okres burzy i naporu ma już się za sobą, proces edukacji i stabilizacji w życiu osobistym dobiega końca, jest się w pełni sił, bo nie doskwierają nam jeszcze choroby charakterystyczne dla późniejszych etapów życia, można zatem poświęcić się szeroko rozumianej twórczości i kreatywności, by w pełni rozwinąć i skorzystać z potencjału, jakim się dysponuje. To, w jaki sposób przechodzi się przez tę fazę życia, wskaże w horoskopie położenie Słońca. Indywidualność może być ograniczana przez położenie Słońce w szóstym bądź dwunastym domu, względnie przez aspekty z Saturnem, pobudzana natomiast przez aspekty z Marsem, Uranem i Jowiszem, a także przez położenie Słońca w domu pierwszym albo dziesiątym.

Faza Marsa (41-56 rok życia). Przejście z fazy solarnej do fazy marsowej uznawane jest za pierwszy potężny kryzys w życiu człowieka. Dziś psychologowie nazywają to zjawisko „kryzysem połowy życia” albo „kryzysem wieku średniego”. Kończy się okres rozkwitu sił i przechodzi się w etap walki, zwykle walki o siebie i utrzymanie pozycji, status quo, o to, co udało się zdobyć, wypracować i osiągnąć. U Ptolemeusza czytamy:

„Zarówno duszy, jak i ciału przysparza trosk i udręki, podsuwając już jakby przeczucie i wrażenie schyłku oraz skłaniając [człowieka] do tego, by – zanim zbliży się do kresu – wśród trudów, jakie podejmuje, dokonał czegoś wartego wspomnienia”.

Trzeba podkreślić, że jest to pierwsza faza na drodze życia symbolizowana przez planetę maleficzną, złoczynną. To właśnie dlatego autor „Tetrabiblosu” wiąże ją z trudami i pokonywaniem przeszkód. Człowiek nie jest już pierwszej młodości, ale wciąż ma siły, by podjąć się wielkich wyzwań. O tym, czy owe wyzwania podejmie z odwagą, brawurą, czy tez lękiem, albo w ogóle wycofując się z nich, wskaże położenie Marsa w horoskopie urodzeniowym. A Mars to nie tylko atak, lecz także obrona. W tym przypadku obrona przed nowym pokoleniem, które wchodzi w fazę solarną i stanowi jeśli nie zagrożenie, to na pewno silną konkurencję choćby na rynku pracy. Astrologia współczesna definiuje ten okres jako opozycję Uranów, kiedy ta planeta buntu i rebelii znajduje się dokładnie w połowie swojego 84-letniego cyklu. Z jednej strony jest to szok, z drugiej ogromny przełom, u podłoża którego leży tęsknota za mijającą przeszłością, a tę chciałoby się przeżyć jako tzw. drugą młodość, a więc zaprzeczyć upływającemu czasowi i doświadczyć iluzorycznego przeświadczenia, że wciąż jest się jeszcze młodym. Z drugiej jednak strony, jeśli do tej pory ktoś nie realizował siebie, lecz pozostawał uległy wobec oczekiwań innych, to w fazie Marsa ma szansę wyzwolić się spod tego ograniczającego jarzma i zawalczyć o siebie w sposób, w jaki tego nigdy nie czynił. Mars w znakach Barana, Skorpiona czy Koziorożca zapowiada walkę skuteczną. Na uniki i lęki wskazuje Mars w Wadze, Byku lub Rybach. Jednak każda strategia może być owocna, jeśli będzie się wiedziało, co się przez nią traci, a co zyskuje.

Faza Jowisza (56-68 rok życia). Jest to ostatnia faza zawiadywana przez planetę beneficzną, czyli dobroczynną, w której bezpardonowa walka ustępuje prawu do wolności. Mija okres niepokoju, a pojawia się czas prawdziwej dojrzałości i wynikającej z niej mądrości. Etap ten – zdaniem Ptolemeusza –

„sprowadza przyzwoitość, przezorność i dystans, a także rozwagę we wszystkim, zdolność napominania i niesienia pociechy oraz wprawia szczególne dążenia do starań o zaszczyty, pochwały i niezależność, z zachowaniem wszak skromności i powagi”.

Jest to bowiem okres mądrości powodowany mijającymi przeżyciami, czas odcinania kuponów za swoją pracę i starania. We współczesnym społeczeństwie oznacza on z jednej strony przejście na zasłużoną emeryturę, z drugiej zaś człowiek cieszy się szacunkiem i poważaniem. Staje się ekspertem, autorytetem, wdrapuje się na szczyt, może służyć innym radą, pocieszać, uspokajać, stać na straży ładu i praworządności. Ten niezwykle ważny etap życia skłania nie tylko do podsumowań, ale też czerpania zysków z dotychczasowych osiągnięć, walk i dążeń. Jego wyznacznikiem są mądrość, wiedza, zrównoważenie, czyli z grubsza to, co oczekuje się po osobach starszych. W zależności od położenia Jowisza w horoskopie indywidualnym każdy z nas inaczej przechodzi przez ten dwunastoletni okres życia.

Faza Saturna (68 rok życia i później). Ostatniemu etapowi życia patronuje surowy Saturn, najbardziej złoczynna planeta. Ptolemeusz tak opisuje tę fazę:

„Naturalny zmierzch zapada nad życiem, które zamiera, traci ducha i siły, a [człowiek] podatny jest na urazy i ze wszystkiego niezadowolony (…)”.

To, czy faktycznie okres ten wiązać się będzie wyłącznie z niedomaganiami ciała i ducha, można się przekonać, analizując położenie Saturna w horoskopie urodzeniowym. Na przykład Roman Polański, wciąż zachowujący siły twórcze, ma w swoim horoskopie Saturna w domicylu (Wodnik) w domu narożnym, co sprawia, że ten ostatni etap życia, choć niełatwy, przynosi mu satysfakcję i otwartość na pogodzenie się z upływającym czasem. Dostatnio, lecz nie bez perypetii, upłynęła saturnowa faza życia Wojciechowi Jaruzelskiemu, który miał w swoim horoskopie Saturna w wywyższeniu (Waga), ale w kwadraturze do Słońca.

Ptolemeusz już o tym nie wspomina, ale warto podkreślić, że w antycznej i średniowiecznej kosmologii za sferą Saturna rozpościera się boska sfera gwiazd stałych, a za nią empireum – siedziba nieśmiertelnych bogów, do których tak czy inaczej zmierzamy.

Wywiad w magazynie „Sens”

W najnowszym, lutowym wydaniu magazynu psychologicznego „Sens” (2/2018) ukazał się obszerny, kilkustronicowy wywiad ze mną przeprowadzony przez Katarzynę Drogę. Najogólniej mówiąc, rozmawiamy o psychologicznym sensie astrologii i jej terapeutyczno-poznawczym potencjale. Zachęcam do lektury.

 

Przełom połowy życia i symbolizm astrologiczny

Nawet jeśli momenty wyznaczane przez cykle Saturna nazywamy przełomami, to w istocie są to raczej kryzysy niż przełomy. Mówiąc o przełomie życia, chodzi bowiem o jeden, niepowtarzalny moment, który przypada mniej więcej na połowę życia. W dawnych czasach różnie określano połowę życia, zwłaszcza gdy czterdziestokilkuletni człowiek znajdował się już właściwie w wieku podeszłym. Tak czy owak, bez względu na długość, życie ludzkie zawsze przyporządkowano do dziennej wędrówki Słońca, od wschodu, gdy się ono rozpoczyna, przez południe, gdy kulminuje, aż do zachodu, kiedy się kończy.

Solarna wędrówka bohatera
Przekładając tę metaforę na grunt astrologiczny, już greccy mistrzowie usiłowali dostrzec w dziennych domach horoskopu zapis poszczególnych etapów życia, od dzieciństwa, poprzez młodość, wiek kulminacyjny, dojrzały, starszy oraz starość i śmierć. Chodzi o domy górnej połowy horoskopu, czyli ascendent i to, co ponad nim, a więc dwunasty, jedenasty, dziesiąty i medium coeli oraz dziewiąty, ósmy i siódmy wraz z descendentem, gdzie medium coeli wyznacza połowę życia, co odzwierciedla metaforę solarnej wędrówki bohatera.

Kwestię tę dobitnie tłumaczy Carl Gustaw Jung (1875-1961), szwajcarski psychiatra i psycholog, który w swoim eseju „Przełom życia” pisze następująco:

„Wyobraźmy sobie słońce ożywione uczuciem i aktualną świadomością człowieka. Rano słońce powstaje z nocnego morza nieświadomości i spogląda na szeroki, barwny świat – coraz bardziej rozległy, im wyżej się wspina. Poszerzając w ten sposób krąg swego oddziaływania, słońce rozpoznaje własne znaczenie, doszukując się swego celu we wspinaniu się coraz wyżej, a tym samym na coraz większym zakresie swego promieniowania. Trwając w tym przekonaniu, słońce wspina się całkiem nieoczekiwanie do punktu kulminacyjnego, do zenitu południa – nieoczekiwanie, ponieważ w swym jednorazowym istnieniu nie może już z góry wiedzieć o swym punkcie kulminacyjnym. Ale o dwunastej w południe zaczyna się jego zmierzch. Ten zmierzch to odwrócenie wszelkich wartości i ideałów poranka. Słońce staje się niekonsekwentne, jak gdyby wycofuje swe promienie. Światło i ciepło zaczynają maleć, aż w końcu całkiem znikną” [przeł. R. Reszke].

 

Uran i przemiana duszy
Jung nazywa ten punkt przesilenia przemianą duszy i stwierdza, że jest to moment, w którym człowiek uświadamia sobie, że posiada rozległe życie psychiczne, wewnętrzne, któremu powinien poświęcić drugą połowę życia. Niewątpliwie mamy tutaj do czynienia ze zwrotem, nagłym przeorientowaniem się. Astrologicznie zbiega się to z połową cyklu Urana, który około 42. roku życia tworzy opozycję do położenia zajmowanego w horoskopie urodzeniowym.

Uran sam w sobie jest patronem nagłych zmian, rewolucji i przewartościowań. Symbolizuje to, co w nas indywidualne, niepowtarzalne i oryginalne. Dlatego jego cykle zawsze wiążą się z większą świadomością siebie, swoich potencjałów, i tego, co stanowi istotę naszej jednostkowości. Uran przeorientowuje nas w połowie życia na zupełnie inny system wartości. Z jednej strony tęsknimy za nieubłaganie upływającą młodością, której nie da się już odtworzyć, choć niektórzy podejmują karkołomne starania w tym kierunku, z drugiej zaś strony otwiera się przed nami zupełnie nowy świat, kraina wewnętrznych potencjałów, duchowych symboli, bogactwa życia psychicznego. To tak, jakby wektor naszych dążeń nagle zmienił kierunek, następował zwrot w regulacji psychicznej, który skutkuje tym, że zaczynamy sobie uświadamiać, że pomimo upływu lat mamy jeszcze sporo do zrobienia, że możemy ocalić siebie poprzez rozwój wewnętrznych potencjałów, które warto w sobie rozpoznać i zacząć żyć bardziej świadomie, wraz z całym bagażem nieświadomych popędów, inklinacji, potrzeb i uwarunkowań.

Uran pobudza do nowego życia, niejako drugich narodzin. Temu zwrotowi mogą towarzyszyć nagłe i rewolucyjne przemiany, zwroty i przewartościowania zależne od usytuowania Urana w horoskopie urodzeniowym. Z jednej strony odczuwamy niepokój, z drugiej zaś ekscytację tym, co nowe i niepowtarzalne, podniecenie, że możemy teraz żyć pełnią życia pozbawioną młodzieńczej niedojrzałości i wynikającej z niej infantylności.

Domy horoskopu jako zegar życia
Wracając do metafory solarnej, trzeba przyznać, że trudno oszacować, ile lat życia przypada na każdy dom horoskopu z dziennej połowy. Biorąc pod uwagę, że połowa życia przypada średnio na okres pomiędzy 35. a 45. rokiem życia, wówczas jeden dom mieści w sobie około 14 lat, co miałoby sens, ponieważ pokrywa się to z połową cyklu Saturna.

Zasada interpretacji jest tutaj stosunkowo prosta. Planety beneficzne, dobroczynne, a więc Wenus i Jowisz, w poszczególnych domach wskazują na najlepsze lata życia, w których doświadczamy wielu dobrodziejstw i przychylności losu. Natomiast planety złoczynne, malefiki, mówią o przeszkodach i trudnościach, a nawet klęskach na danym etapie życia.

Analizując pod tym kątem horoskop premiera Mateusza Morawieckiego można zauważyć, że pierwsze lata, gdzie ascendent przebywa na gwieździe Spika, a Wenus (władca ascendentu) jest cazimi, musiały należeć do całkiem udanych i przyjemnych. Ostry bunt i kontestacja, a także przemiana formacji intelektualnej przyszły dopiero później, co symbolizowane jest przez obecność Urana i Plutona w domu jedenastym. Z kolei Jowisz w domu dziesiątym, który jest tu almutenem figuris, wskazuje na sukcesy zawodowe i spełnienie przypadające mniej więcej na okres połowy życia. Natomiast obecny czas premiera Morawieckiego symbolizuje dom dziewiąty, na wierzchołku którego znajduje się najwięcej planet. Są to Merkury (dyspozytor końcowy), Słońce, Wenus (władca ascendentu) i Mars (będący tuż przed wejściem w znaku upadku). Oznacza to, choć premier kulminacyjny punkt życia ma za sobą, to jednak dopiero teraz ma on dostęp do wielu swoich potencjałów i może je wykorzystać w najszerszej skali. Tymczasem koniec życia poprzedzony spełnieniem (Księżyc w wywyższeniu) wieńczy Saturn w upadku na descendencie, co może też zapowiadać odejście w bardzo podeszłym wieku.

 

William Lilly (1602-1681), słynny angielski astrolog, interpretuje w podobnym duchu nie tylko horoskopy urodzeniowe, lecz także horarne. Drugą księgę jego niezwykle obszernego dzieła „Christian Astrology” otwiera analiza pewnego horoskopu, gdzie domy kosmogramu traktuje się jako swoisty zegar życia. Każdy dom symbolizuje bowiem kolejne pięć lat życia, co daje w sumie 60 lat, będące średnią życia w XVII wieku.

W omawianym horoskopie dla pewnego mężczyzny Lilly zauważa, że:

„(…) zważając na to, iż dwa benefiki umiejscowione są w domu dziesiątym i że węzeł północny oraz Słońce są położone w domu dziewiątym, oceniłem, że jego młodsze lata byłyby najbardziej przyjemne z całego życia; patrząc również na Marsa w domu ósmym, który zgodnie z naszym kierunkiem czasu, przypadałby na mniej więcej 24-25 lub 26 rok życia, oceniłem, że mniej w tym czasie będzie miał wiele przeszkód, albo zaczną się w jego życiu pierwsze ze wszystkich nieszczęść; i patrząc dalej, ani w domu siódmym, ani szóstym, ani piątym, ani czwartym, ani też w trzecim nie ma żadnej szczęśliwej planety, więc wnioskuję, że przez resztę swego życia przez wiele lat doświadczy niewygody. Co więcej, będzie miał mnóstwo ciężkiej pracy i kłopotów; ponadto wywnioskowałem, że te katastrofy czy nieszczęścia nie powinny spaść na niego nagle, ponieważ Księżyc jest w aplikacyjnym trygonie z Jowiszem i potrzebuje jedynie trzech stopni do tego, aby utworzyć dokładny aspekt. Dlatego uznałem, że przy pomocy powszechnie szanowanego człowieka reprezentowanego przez Jowisza, albo jakiegoś dworzanina czy kogoś znaczącego, przez blisko trzy lata po zadaniu tego pytania powinien być wspierany przez taką osobę i wspomagany w swoich sprawach, albo jeszcze inaczej – życie jego toczyłoby się zgodnie z jego pragnieniami. Gdyby Jowisz był lepiej położony [w znaczeniu godności podstawowej], uznałbym, że będzie mu sprzyjać trwałe szczęście, że los będzie dla niego bardziej łaskawy”.

Takie analizy horoskopu można czynić nie tylko w odniesieniu do horoskopu pytaniowego (horarnego), lecz przede wszystkim urodzeniowego. Nie ma tu jednak miejsca na analizę szczegółów, bo do tego potrzebne byłyby inne techniki astrologii prognostycznej, jak również kontekst, w jakim poszczególne układy planet należałoby rozpatrywać. Tym niemniej to, co zwraca tu szczególną uwagę, to kwestia potraktowania horoskopu jako zegara życia, gdzie tarcza podzielona jest na dwanaście części, czyli domów, z których każdy odpowiada kolejnym pięciu bądź sześciu latom życia.

Zanurzenie w psychikę nieświadomą
Psychologia analityczna Carla Gustawa Junga podobnie ujmuję tę kwestię: „Sto osiemdziesiąt stopni łuku rozpada się na cztery części. Pierwszą ćwiartką, wschodnią, jest nasze dzieciństwo, czyli ów stan nieproblematyczny, kiedy sami jesteśmy problemem dla innych, lecz z własnej problematyczności jeszcze nie zdajemy sobie sprawy. Problematyka świadoma rozciąga się przez drugą i trzecią ćwiartkę, a w ćwiartce czwartej, w okresie starości, znowu zanurzamy się w ów stan, w którym, nie dbając o sytuację własnej świadomości, znowu stajemy się problemem dla innych. Dzieciństwo i starość są wprawdzie skrajnie różne, łączy je jednak wspólna cecha: zanurzenie w psychikę nieświadomą. Ponieważ dusza dziecka rozwija się z nieświadomości, jego psychologia, mimo że już zawiła, jest łatwiejsza do pojęcia niż psychologia starca, który na powrót pogrąża się w nieświadomości i w coraz większym stopniu w niej znika. Dzieciństwo i starość to bezproblematyczne stany życia (…)” [przeł. R. Reszke].

Wywiad dla Onet.pl o roku 2018

Na stronach portalu Onet.pl znajduje się wywiad, którego udzieliłem Piotrowi Cielebiasowi na temat trendów astrologicznych w roku 2018 w odniesieniu do spraw krajowych i międzynarodowych. Mówię o roku Wenus, premierze Morawieckim, prezydencie Andrzeju Dudzie, Jarosławie Kaczyńskim, opozycji, a także o Donaldzie Trumpie i innych politykach.

Zapraszam do lektury. Wywiad można przeczytać TU.