Cykl Jowisza i Saturna – krajobraz po pandemii

Świat, który znamy, właśnie macha nam na pożegnanie.

 „Covid-19 to nie grypa” – uważają chińscy uczeni. Po grypie, o ile nie jest to hiszpanka, prędzej czy później wracamy do zdrowia (chociaż na tę chorobę można także umrzeć) i kontynuujemy życie bez większych turbulencji. Tymczasem koronawirus narusza fundamenty naszej cywilizacji, kruszeją bowiem rusztowania dotychczasowego życia gospodarczego, ekonomicznego, społecznego, zdrowotnego itp. Po chorobie Covid-19 świat nie wróci do miejsca, w którym się zatrzymał, ponieważ wirus SARS-CoV-2, niczym chińskie bóstwo Gonggong (o którym pisałem w poprzedniej notce), czyni dewastacje nie do naprawienia. Rozwścieczony Gonggong, zdając sobie sprawę, że został pokonany przez bóstwo ognia, naruszył na odchodne podporę świata i odtąd oś obrotu Ziemi jest przekrzywiona względem równika niebieskiego. Pokonawszy koronawirusa, a prędzej czy później to się stanie, bo ludzkość wychodziła już z gorszych opresji, świat po prostu będzie inny. Jaki? Tego jeszcze nie wiemy, ale ten świat, który znamy, właśnie macha nam na pożegnanie.

Wielkie koniunkcje

Dotychczasowy porządek się zmieni chociażby z jednego prostego powodu, o którym 1200 lat temu rozprawiał perski uczony, astrolog i matematyk Albumasar w swoim obszernym dziele doskonale znanym łacińskiej Europie jako De magnis coniunctionibus. Tym powodem jest 240-letni cykl koniunkcji Jowisz/Saturn, które mają być wskaźnikami również dla epidemii. Średniowieczni astrologowie uniwersytetu paryskiego uznali, że za szalejącą w XIV wieku zarazą morową pochłaniającą miliony istnień ludzkich, stoi nie kara Boska ani gniew Boży, lecz siły przyrody regulowane przez wpływy planet Jowisza, Saturna i Marsa przemierzające wówczas przez powietrzny znak Wodnika. Teraz niestety mamy na niebie identyczny układ planet, tyle że dochodzi do niego w ziemskim znaku Koziorożca. A więc to już nie powietrze jest morowe, lecz zagrożenie stanowić mogą rzeczy materialne. Wszystko, czego dotykamy, może bowiem być skażone.

Ostatecznie do samej koniunkcji Jowisza z Saturnem dojdzie dopiero w grudniu 2020 roku w następnym znaku, czyli w powietrznym znaku Wodnika, ale już teraz, kiedy Pluton, Saturn, Jowisz i Mars spotkały się w Koziorożcu, doświadczamy całkowitej reorganizacji struktur, zarządzania (kryzysowego), sieci powiązań i zależności, karności i dyscypliny, podporządkowania i ograniczenia wolności.

Koniunkcje Jowisz/Saturn układają się w istocie w wielki cykl trwający 960 lat. W każdej ćwiartce tego cyklu co 20 lat dochodzi do złączenia tych planet w znakach tego samego żywiołu.

Oświecenie

W apogeum epoki Oświecenia, a więc rozumu i nauki, która otworzyła wrota do postępu ery przemysłowej i industrialnej, Jowisz z Saturnem po raz pierwszy spotkały się wówczas w znakach żywiołu ziemi, aby poczynić maksymalne przeobrażenia w materialnym wymiarze naszego życia. Ludzkość od tego czasu niewątpliwie wzbogaciła się, żyje nam się wygodniej, bardziej komfortowo, pod wieloma względami bezpieczniej oraz przede wszystkim dłużej, ponieważ wraz z postępem nauk medycznych podwoiła się średnia długość życia. Jeszcze w XIX wieku człowiek po czterdziestce uważany był za osobę w wieku podeszłym. Opanowaliśmy zatem świat materialny, podbiliśmy kosmos, a przynajmniej Księżyc, a na każdą planetę naszego Układu Słonecznego wysłaliśmy sondy lub roboty. Poznaliśmy DNA i szereg innych tajemnic, o których ludzkość minionych epok nie miała pojęcia. Dokonał się gigantyczny postęp, który na tym etapie dziejów wydaje się, że dobiega końca. Najbliższa koniunkcja Jowisza z Saturnem będzie miała bowiem miejsce nie w znakach ziemskich, lecz powietrznych. Punkt ciężkości przesunie się zatem na zupełnie inne sprawy. Nie stanie się to od razu, ponieważ do kolejnych złączeń tych planet w znakach powietrznych będzie dochodziło przez następnych 240 lat. Jednak to złączenie, które będzie miało miejsce w roku 2020, okaże się znamienne, ponieważ planety te spotkają się w znaku Wodnika, co według niektórych ma zapowiadać słynną Erę Wodnika, a już na pewno jej przedpola.

Unus Mundus

Na tak zwaną Erę Wodnika składa się złożona i wielowarstwowa symbolika i mitologia, a jej główne założenia opierają się na wyobrażeniach o końcu dotychczasowego świata i przejścia w nową epokę braterstwa, równości oraz złotego wieku obfitości, w którym królować ma światowy pokój, życie bez granic, a ludzkość ma się wznieść na poziom świadomości planetarnej. Jak widzimy, żadnego raju na ziemi oczywiście nie będzie, ale o problemach i zaletach globalizacji mówi się już od dłuższego czasu. Wydaje się, że ludzkość zmierza właśnie w tę stronę, gdzie liczyć się będzie nie tyle opanowanie i kontrolowanie materii, ile władza nad procesami globalnymi, a w szczególności nad szeroko rozumianą informacją, która stawać się będzie z pokolenia na pokolenie coraz bardziej cennym towarem.

Ale nie tylko o łącza teleinformatyczne tutaj chodzi, lecz także o świadomość planetarną, co przypomina średniowieczną koncepcję Unus Mundus, wyrażającą ideę jedności świata. Teraz dokładnie zdajemy sobie sprawę nie tyle z tej jedności, ile przede wszystkim z zależności. Świat jest jeden, nie ma żadnego innego. Tutaj istniejemy. W obliczu zagrożenia, jaki zafundował nam świat mikrobiologii, odzywają się w nas najbardziej rudymentarne potrzeby i lęki. Nagle uzmysłowiliśmy sobie, że możemy przestać istnieć, albo utracić naszych bliskich. Ofiary koronawirusa są i będzie ich zapewne jeszcze wiele. Ale ostatecznie to nie jest dżuma. Wiemy, że nie umrze połowa Europy, jak w średniowieczu, ale – wedle modeli matematycznych – prawie każdy z nas prędzej czy później ma zachorować na COVID-19. Jednakże walka z pandemicznie rozszerzającymi się zakażeniami okupiona zostanie ogromną ofiarą. Bo właśnie stoimy u schyłku materialistycznego postępu. Maleńka planeta Gonggong pod postacią jeszcze mniejszego wirusa narusza podporę dotychczasowego świata, który przy akompaniamencie nowego, 240-letniego cyklu Jowisz/Saturn w znakach powietrznych skręca w inną stronę.

[Wykorzystałem fragmenty mojego artykuły „Prognoza dla Polski i świata na rok 2020”, który ukazał się w miesięczniku „Nieznany Świat” 1/2020.]

4 myśli w temacie “Cykl Jowisza i Saturna – krajobraz po pandemii

    • Do koniunkcji Jowisza z Saturnem dochodzi raz na 20 lat. I to jest wielka koniunkcja. Raz na 240 lat ma miejsce większa koniunkcja Jowisza z Saturnem, która jest pierwszą koniunkcją z nowego cyklu żywiołów. Taka właśnie miała miejsce 21 grudnia 2020 roku. Z kolei raz na 960 lat chodzi do największej koniunkcji Jowisza z Saturnem. Jest to pierwsza koniunkcja z znakach żywiołu ognia, gdyż rozpoczyna ona cały największy cykl koniunkcji. Ostatni raz do niej doszło w 1602 roku.

Pozostaw odpowiedź zdezorientowany porządnie Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.