Jak William Lilly przeinaczył horoskop

Astrologia horarna, na temat której prowadzę właśnie zajęcia ze studentami mojego kursu „Astrologia tradycyjna – reguły i zastosowanie”, to trudna sztuka wnioskowania horoskopowego na zadane przez klienta bądź astrologa pytanie. Astrologii horarnej można się uczyć, ale nie jest pewne, czy zdołamy się jej nauczyć. Nawet niedościgłemu mistrzowi tej sztuki, Williamowi Lilly’emu (1602-1681), zdarzały się wpadki pokazujące, że choć można posiadać szeroką wiedzę i kompetencje, to jednak emocjonalne zaangażowanie i osobiste intencje astrologa potrafią niekiedy znacząco zniekształcić osąd powstały wskutek nieintencjonalnego zapewne zignorowania podstawowych reguł.

Przykład, który omawiałem na ostatnich zajęciach, pochodzi z II tomu monumentalnego dzieła Lilly’ego Christian Astrology wydanego w 1647 roku. Astrolog zadał pytanie o to, czy powinien kupować posiadłości (w tym także dom, w którym zamieszka) od niejakiego pana B. Jestem przekonany, że gdyby Lilly analizował ten horoskop dla swojego klienta, jego wnioskowanie byłoby zupełnie inne. Tymczasem…

swój wywód rozpoczyna od stwierdzenia, że ascendent horoskopu horarnego wypada dokładnie na jego natalnym Jowiszu (Jowisz, jak wiemy, w horoskopie Lilly’ego odgrywa ważną rolę, ponieważ znajduje się w siódmym domu (w tym przypadku może wskazywać na ewentualnych sprzedawców), a do tego włada ascendentem i medium coeli. W żadnym innym przykładzie w Christian Astrology Lilly nie porównuje pozycji horarnych z horoskopem natalnym! Tutaj robi wyjątek, twierdząc, że ma to duże znaczenie i stanowi pomyślny zwiastun sprawy.

Następnie dostrzega same dobre rzeczy w tym, że Wenus (władca ascendentu, czyli sygnifikator pytającego, a więc samego Lilly’ego) znajduje się na wygnaniu (detryment) i do tego jest spalona, ignorując tym samym reguły, które sam podaje. Jedna z nich brzmi, że jeżeli sygnifikator pytającego jest spalony, wówczas może on zostać pokonany przez własny strach albo przez potężną osobę. Innymi słowy, człowiek nie widzi wszystkiego, jest – można powiedzieć – oślepiony.

Lilly tak bardzo chciał zakupić ów kompleks nieruchomości, że uznał za dobry omen fakt, iż Wenus jest w koniunkcji ze Słońcem, ponieważ mimo że władcą descendentu (sprzedający) jest Mars, to jednak za sygnifikatora sprzedającego uznał Lilly właśnie Słońce! Dlaczego? Dlatego, że przebywa ono w siódmym domu. Co więcej, Wenus w Baranie uwielbia Słońce (ponieważ jest ono w tym znaku wywyższone), stąd wniosek, że pytający skorzysta na tej transakcji. Mało tego, Słońce włada 11. domem (nadzieje i marzenia), a skoro władca ascendentu zmierza do władcy 11. domu, to zapowiada to spełnienie marzeń.

Ponadto, Słońce zmierza trygonem do Saturna, który jest nie tylko władcą 4. domu (nieruchomość), lecz także jest egzaltowany w Wadze, znaku na ascendencie i w ten sposób może stać się współsygnifikatorem pytającego. Saturn jednak nie jest w tym horoskopie w najlepszej kondycji. Właśnie wszedł w retrogradację, a do tego znajduje się w domu upadającym, a to spełnia warunki poważnego uszkodzenia planety, bez względu na to, jakie są jej podstawowe godności.

Następnie Lilly zwraca uwagę na Księżyc, który separuje od Marsa (władca descendentu) do Saturna (współwładca pytającego), twierdząc, że ułatwia to transakcję. Oczywiście, Księżyc jest w tym horoskopie sygnifikatorem ceny, a że jest peregrynem na szczycie dwunastego domu i do tego oblężonym przez retrogradujące malefiki (separuje od koniunkcji z Marsem i aplikuje kwadraturą do Saturna), to z ceną posiadłości z pewnością będą poważne problemy. Naturalnie, były: Lilly musiał zapłacić dokładnie tyle, ile żądał sprzedawca – 530 funtów.

Mimo że sygnifikator pytającego był spalony i w detrymencie, Księżyc peregrynum i oblężony przez malefiki, zaś sygnifikator domu w fatalnej kondycji, to Lilly w dalszym ciągu chciał widzieć w tym horoskopie pozytywne wskazania. Kolejnym z nich miał być Jowisz, który jest władcą Punktu Szczęścia, symbolizujący w horoskopie horarnym skarb, a tutaj jest on dodatkowo w piątym domu, oznaczającym w tym kontekście zyski z nieruchomości. Jowisz również jest w tym horoskopie fatalnie położony: w domu upadającym i w detrymencie, lecz wkrótce opuści on znak Bliźniąt i przesunie się do Raka, gdzie znajduje się w wywyższeniu, stąd wniosek, że wartość „skarbu” wzrośnie.

William Lilly oczywiście uparł się i kupił kompleks posiadłości, mieszkał w tym domu 14 lat i choć więcej zarobił na usługach astrologicznych niż na owych nieruchomościach, to jednak lata spędzone w tym domu wspomina z rozrzewnieniem.

Nie zmienia to faktu, że horoskop ten jest oczywiście źle zinterpretowany, ale trudno się dziwić, skoro astrolog jest tutaj symbolizowany przez spaloną Wenus. Pewnym wyjściem byłoby pójście drogą nieśmiało już zarysowaną przez Lilly’ego, mianowicie odwołanie się do koncepcji almutenu szczegółowego (planety mającej najwięcej godności w określonych stopniach).

Skoro Wenus i Mars i tak nie zmierzają do aspektu, więc wcale nie wskazują bezpośrednio, że do transakcji może dojść, to można byłoby na pierwszy plan wysunąć almuteny ascendentu i descendentu.

W poniższych obliczeniach almutenu opieram się na termach egipskich (Lilly korzystał z ptolemejskich) oraz na troistościach dorotejskich (Lilly korzystał z uproszczonej wersji troistości, a poza tym koncepcja almutenu w jego astrologii nie odgrywała ważnej roli).

Widzimy, że almutenem, a więc dominującym władcą ascendentu jest Saturn, zaś almutenem descendentu – Słońce. Tak się składa, że Słońce tworzy w tym horoskopie bezpośredni, aplikacyjny trygon do Saturna, co mogłoby rozwiać wątpliwości Lilly’ego, czy do transakcji dojdzie, czy nie.

Na szczęście jest to jeden z nielicznych horoskopów zinterpretowanych przez Lilly’ego z pogwałceniem reguł, które sam podaje i z mistrzowską wprawą stosuje w odniesieniu do pozostałych horoskopów. Przykład ten stanowi jednak lekcję poglądową tego, w jaki sposób emocje i pobożne życzenia astrologa wpływają na rezultat horoskopowych analiz. A to też pouczające.

Jedna myśl nt. „Jak William Lilly przeinaczył horoskop

  1. „Oczywiście, Księżyc jest w tym horoskopie sygnifikatorem ceny, a że jest peregrynem na szczycie dwunastego domu i do tego oblężonym przez retrogradujące malefiki (separuje od koniunkcji z Marsem i aplikuje kwadraturą do Saturna), to z ceną posiadłości z pewnością będą poważne problemy. Naturalnie, były: Lilly musiał zapłacić dokładnie tyle, ile żądał sprzedawca – 530 funtów.”
    Czytałem o oblężeniu że może być w koniunkcji.A jeżeli jest związane to z innymi aspektami to czy też można uznać za oblężenie?Np. Księżyc który tworzył dokładny aspekt z Saturnem zbliżający się do aspektu z Plutonem.Wkrótce takie coś będzie dość często.I czy takie coś jest nawet w przypadku aspektów harmonijnych złoczynne?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.