Horoskop zaprzysiężenia Andrzeja Dudy

Dawne reguły astrologiczne dotyczące intronizacji króla były bardzo restrykcyjne i należało ich ściśle przestrzegać, jeśli chciało się władcy zapewnić dobrobyt oraz długie i szczęśliwe panowanie.

Tym, co w horoskopie zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na drugą kadencję Prezydenta RP wydaje się być najbardziej wyraziste i pożądane, to Słońce – jako naturalny sygnifikator władcy – stojące w domicylu w trygonie do Marsa, co mogłoby dawać Dudzie siłę i przebojowość, ale jednak Mars (także bardzo silny, bo również w domicylu) aspektuje Słońce z domu siódmego, a więc z domu otwartych wrogów i przeciwników, więc trudno rozsądzić, na ile ta konfiguracja będzie mu sprzyjać, a na ile przeszkadzać. Zresztą nie można bagatelizować zagrożeń, jakie czają się w tym kosmogramie.

Poza Słońcem znaczna część horoskopu jest niestety nader wątpliwa, a zwłaszcza jego kluczowe elementy. Zarówno bowiem władca ascendentu (Wenus), jak i władca medium coeli (Księżyc) znajdują się w domach upadających, czyli są wyjątkowo słabe, żeby nie powiedzieć – impotentne. Natomiast władcy domów opozycyjnych do nich, a więc władca descendentu (wrogowie) i imum coeli (konkurenci do tronu) są bardzo silni, bo znajdują się w domach narożnych, a do tego w godnościach przez domicyl. Można powiedzieć, że siły wrogie Andrzejowi Dudzie są zdecydowanie silniejsze niż sam prezydent. Na domiar złego tak wyeksponowane sygnifikatory należą do malefików, czyli planet złoczynnych. Mars i Saturn znajdują się bowiem nie dość że w domach narożnych, to jeszcze w domicylach, czego nie można powiedzieć o planetach dobroczynnych, benefikach, czyli Wenus i Jowiszu. Peregrynująca Wenus – jako władca ascendentu – przebywa bowiem w domu upadającym w ścisłej koniunkcji z Głową Smoka, co może wskazywać na uwikłanie prezydenta w szereg okoliczności niezależnych od niego. Natomiast Jowisz pozostający w koniunkcji z Saturnem i Plutonem znajduje się w upadku. Siły kreacji są więc zdecydowanie słabsze od sił destrukcji. Można powiedzieć, że Andrzej Duda niczego sensownego nie stworzy.

Leo (astrology) - Wikipedia

Reguły Sahla
Słynny astrolog epoki arabskiej, Sahl ibn Bishr (ok. 786–845), w łacińskiej Europie znany jako Zael, podkreśla w swoich pismach, że istota horoskopu obejmowania władzy sprowadza się do odpowiedniej interpretacji wierzchołków domów narożnych i ich władców (oraz wzajemnych relacji), które wskazują na:

a) osobę (dom I),
b) urząd (dom X),
c) koniec urzędu (dom IV) oraz
d) wrogów (dom VII).

W związku z tym można wyróżnić kilka żelaznych reguł:

  • Ascendent nie powinien znajdować się w termach malefika, ani w koniunkcji z malefikiem, ani by malefik aspektował ascendent.

Krótkie spóźnienie sprawiło, że w horoskopie zaprzysiężenia Andrzeja Dudy ascendent nie znajduje się już termach maleficznego Saturna, lecz w granicach Merkurego i żaden malefik nie aspektuje ascendentu.

  • Władca ascendentu nie powinien znajdować się w złych domach (VI, VIII i XII).

Władca ascendentu, czyli Wenus nie znajduje się wprawdzie w tym najgorszym domu, ale i tak przebywa w domu upadającym.

  • Medium coeli powinno być korzystnie aspektowane, a jego władca silny, bo to pomoże w utrzymaniu urzędu.

Niestety, ani nie ma tu korzystnych aspektów do MC, ani sam władca medium coeli nie jest silny, gdyż znajduje się w upadającym domu szóstym, chociaż tworzy jednocześnie sekstyl do swojego dyspozytora – Jowisza w upadku. Wątpliwą siłę Duda może czerpać ze swoich rywali, czyli z opozycji.

  • Dobrze, jeśli w X domu jest Słońce, Merkury bądź Jowisz, względnie koniunkcja Księżyca z Jowiszem (która dawniej uchodziła za konfigurację królewską).

Ten warunek również nie jest spełniony. Nie ma żadnych z tych planet w domu dziesiątym (Merkury jest już na wierzchołku domu jedenastego).

  • W domu siódmym nie powinien znajdować się malefik, bo może to wskazywać na złe intencje konkurentów, wrogów, rywali lub pretendentów do tronu (stanowiska) lub nawet śmierć władcy na urzędzie.

Niestety, w siódmym domu przebywa maleficzny Mars w Baranie, tworzący kwadratury do Jowisza, Plutona i Saturna.

  • Benefik w czwartym domu zapewnia pomyślny koniec urzędu, podobnie jak władca IV domu przebywający na ascendencie lub w domu dziesiątym.

Owszem, benefik, czyli Jowisz znajduje się w domu czwartym, ale wraz z nim są tam jeszcze Saturn i Pluton, a do tego ów Jowisz pozostaje w kwadraturze do Marsa.

Nie wiem, dlaczego nie zarządzono zaprzysiężenia Andrzeja Dudy na godzinę 12:45. Wówczas ten horoskop wyglądałby dużo lepiej (Słońce jako władca MC w domicylu na MC w trygonie do Marsa w godności, władcy ascendentu w stałym znaku Skorpiona). Najwidoczniej nikomu nie zależy, żeby Duda wsławił się czymś pozytywnym.

Lilith w horoskopie (webinarium)

Zapraszam na polsko-ukraińskie trzyczęściowe seminarium internetowe (webinarium) poświęcone interpretacji Czarnego Księżyca Lilith w astrologii natalnej, prognostycznej i synastrycznej. W mitologii Lilith była pra-Matką, pierwszą żoną Adama, pojawiła się bowiem jeszcze przed Ewą. Później jednak opuściła Raj i stała się żeńskim demonem czyhającym na noworodki i kobiety w ciąży. W astrologii jako apogeum orbity Księżyca symbolizuje niezintegrowane fragmenty duszy, źródło naszych lęków i poczucia odrzucenia. Symbolizuje zasadę niespełnionego życzenia, a jednocześnie daje nam moc, by dokonać przemiany i uzdrowienia swojego życia poprzez odzieranie z pozorów, fałszywych ról i złudzeń.

W programie:

  • Lilith i mechanika orbity Księżyca
  • Znaczenie apogeum orbity Księżyca w astrologii tradycyjnej
  • Ciemny Księżyc, Czarny Księżyc i Lilith w astrologii początku XX wieku
  • Asteroida Lilith
  • Mitologia Lilith, mroczny aspekt bogiń lunarnych
  • Lilith jako archetyp niespełnionego życzenia oraz jeden z symboli psychologii archetypu Cienia i niezintegrowanej Animy
  • Znaczenie Lilith w horoskopie: ból, odrzucenie, wściekłość i odrodzenie
  • Interpretacja Lilith w horoskopie urodzeniowym, położenie Lilith w znakach, domach i aspektach
  • Lilith w horoskopach prognostycznych (tranzyty i solariusz)
  • Lilith w horoskopach synastrycznych i wektorowych

Warsztat obejmuje teorię, praktykę i metodologię pracy z Lilith w horoskopie.

Kluczowe tematy: archetyp Cienia i Animy, zasada niespełnionego życzenia, cierpienie i miłość, seksualność, macierzyństwo i patologie wychowawcze, feminizm, grzech, przemiana, odrodzenie.

Warsztat w j. polskim tłumaczony na ukraiński.

Prowadzenie: dr Piotr Piotrowski, DMA (Diploma in Medieval Astrology). Autor książek, m.in. „Jung i astrologia” (2002), „Lilith Czarny Księżyc” (2007), „Przesłanie Chirona” (wyd. I 1997, wyd. II popr. 2008), „Małe planety – nowe odkrycie astrologii” (2010) oraz „Reguły astrologii tradycyjnej” (2011). Redaktor serii wydawniczej Biblioteka PTA. Specjalizuje się w jungowsko-analitycznym sposobie interpretowania horoskopów indywidualnych, a także w tradycyjnych technikach astrologii urodzeniowej, horarnej, elekcyjnej i mundalnej. Od marca 2013 roku Prezes Polskiego Towarzystwa Astrologicznego.

Terminy: 26 czerwca 2020 (piątek), 10 lipca 2020 (piątek), 17 lipca 2020 (piątek).
Godziny: 18:00-20:30.

Koszt za całość (trzy spotkania, ok. 8 godzin) – 250 zł

Płatność na konto:
„Anima Mundi”
Piotr Piotrowski
54 1240 6452 1111 0010 6829 3678
W tytule wpłaty proszę wpisać: Webinar – Lilith w horoskopie

Po uiszczeniu opłaty proszę o przesłanie swojego adresu e-mail w celu dołączenia do grupy.

Kontakt: kom. 661 232-597, e-mail: piotrowski_piotr@poczta.onet.pl

Jung i astrologia – webinarium

Astrologia i psychologia C. G. Junga – dr Piotr Piotrowski

Zapraszam na polsko-ukraińskie trzyczęściowe seminarium internetowe (webinarium) poświęcone analizie horoskopu w oparciu o dokonania psychologii głębi Carla Gustava Junga (1875-1961), który zainteresował się astrologią już w roku 1911 i zgłębiał ją przez kolejne 50 lat swojego życia.

W programie:

  • Mit, sen i symbol
  • Teorie nieświadomości
  • Proces indywiduacji w świetle horoskopu
  • Archetypy Junga i astrologia
  • Koncepcja psyche w świetle horoskopu
  • Horoskop jako mapa psyche i mapa potencjałów psyche
  • Synchroniczność
  • Koncepcja kryzysu i cykle planetarne
  • Koncepcja synchroniczności w odniesieniu do oddziaływań astrologicznych
  • Synchroniczność i partnerstwo
  • Chiron i archetyp Zranionego Uzdrowiciela

Astrologia, podobnie jak alchemia, utorowała Jungowi drogę do jego własnych koncepcji, „albowiem astrologia jest matką psychologii”  – twierdził uczony – gdyż, wcześniej, „w każdej epoce musiał istnieć jakiś ekwiwalent psychologii. (…) Była to najstarsza forma psychologii. Cała nauka współczesna zaczęła się od astrologii. Dawniej, zamiast mówić, że człowiek wiedziony jest motywami psychologicznymi, mawiano, że prowadzą go jego gwiazdy” . Nic więc dziwnego, że Jung zwrócił się do astrologii, podobnie jak do alchemii, jako dyscypliny, która zapowiadała nadejście psychologii nieświadomości.

Warsztat obejmuje teorię, praktykę, metodologię oraz zasady interpretacji astrologicznych w oparciu o psychologię analityczną C. G. Junga.

Kluczowe tematy: nieświadomość, archetyp, planety jako wyraz sił psychicznych, libido, kryzys, rozwój, proces indywiduacji, mit, symbol, horoskop jako mandala, samopoznanie.

Warsztat w j. polskim tłumaczony na ukraiński.

Prowadzenie: dr Piotr Piotrowski, DMA (Diploma in Medieval Astrology). Autor książek, m.in. „Jung i astrologia” (2002), „Lilith Czarny Księżyc” (2007), „Przesłanie Chirona” (wyd. I 1997, wyd. II popr. 2008), „Małe planety – nowe odkrycie astrologii” (2010) oraz „Reguły astrologii tradycyjnej” (2011). Redaktor serii wydawniczej Biblioteka PTA. Specjalizuje się w jungowsko-analitycznym sposobie interpretowania horoskopów indywidualnych, a także w tradycyjnych technikach astrologii urodzeniowej, horarnej, elekcyjnej i mundalnej. Od marca 2013 roku Prezes Polskiego Towarzystwa Astrologicznego.

Terminy: 22 maja 2020 (piątek), 29 maja 2020 (piątek), 5 czerwca 2020 (piątek).
Godziny: 18:00-20:30.

Koszt za całość (trzy spotkania, ok. 8 godzin) – 250 zł

Płatność na konto:
„Anima Mundi”
Piotr Piotrowski
54 1240 6452 1111 0010 6829 3678
W tytule wpłaty proszę wpisać: Webinar – astrologia i Jung

Po uiszczeniu opłaty proszę o przesłanie swojego adresu e-mail w celu dołączenia do grupy.

Kontakt: kom. 661 232-597, e-mail: piotrowski_piotr@poczta.onet.pl

Koronawirus i symbolika solarna

Koronawirus SARS-CoV-2 swoją nazwę zawdzięcza nie koronie królewskiej, lecz koronie słonecznej, najlepiej obserwowanej podczas zaćmienia Słońca, kiedy Księżyc zakrywa tarczę Dziennej Gwiazdy. Jak wiadomo, zaćmienia nie cieszą się w astrologii dobrą reputacją. Zwykle są zwiastunem gwałtownych, nieuchronnych zdarzeń o charakterze pejoratywnym, a niekiedy także wyznaczają nowy paradygmat czasu, niekoniecznie na skalę całej długiej epoki, bo do zaćmień dochodzi dwa razy w roku, ale jednak skutkujący dość złowróżbnymi zdarzeniami. Do zaćmień solarnych dochodzi bowiem w czasie nowiu Księżyca, kiedy to Srebrny Glob znajdzie się w takim punkcie swojej orbity, który przecina się z ekliptyką. Punkty te nazywamy węzłami, dawniej: Głową i Ogonem Smoka, a więc Caput i Cauda draconis. Widziana wówczas korona słoneczna, najbardziej zewnętrzna część Słońca, przypomina właśnie koronę wirusa SARS-CoV-2, odpowiedzialną za jego wysoką zjadliwość, ponieważ to właśnie owe wypustki w kształcie charakterystycznych haczyków umożliwiają patogenowi bardziej skuteczne wdarcie się do komórki żywiciela.

Zaćmienie Słońca w 1860 roku. Wtedy po raz pierwszy sfotografowano ...

Ostatnie zaćmienie Słońca miało miejsce 26 grudnia 2019 roku w pierwszym dekanacie Koziorożca, czyli w domicylu Saturna i dekanacie Jowisza. Co ciekawe, było obserwowane w Azji, kiedy choroba COVID-19 przybierała na sile. Kombinacja Saturn/Jowisz nie wydaje się tu przypadkowa. Ludzkość właśnie wchodzi w nowy cykl koniunkcji pomiędzy tymi planetami, o czym szerzej pisałem w poprzedniej notce.

Ten zadziwiający twór natury, jakim jest koronawirus, ma zatem wiele wspólnego z symboliką solarną, o której niezwykle barwnie i zachwycająco pisał Marsilio Ficino w swoim Traktacie o Słońcu, wydanym przez Polskie Towarzystwo Astrologiczne w ramach Biblioteki PTA:

Słońce jako oczywisty Pan nieba kieruje i zarządza wszystkim, co w pełni niebieskie [przeł. P. Piotrowska].

Obecnie wirus wydaje się również takim Słońcem, ponieważ cały świat kręci się wokół niego. Nic innego się teraz nie liczy, tylko walka z pandemią. Przed Słońcem można się schować w cień, przed koronawirusem możemy obronić się, siedząc w domu lub zwiększając wysiłki nad wynalezieniem skutecznego lekarstwa albo szczepionki.

Jeśli jednak SARS-CoV-2 to Słońce, w szczególności zaćmione, to co on chce nam tak naprawdę powiedzieć? Słońce jest nie tylko Panem Wszechrzeczy. Wokół Słońca, także w czasach poprzedzających rewolucję kopernikańską narosła bardzo bogata i wielowarstwowa symbolika odwołująca się do centrum. W ciele rządzi ono także swoistym centrum, bo sercem. Ale w myśl rozmaitych tradycji ciało jest jedynie materialną formą duszy. Dusza zaś przyoblekając się w ciało nie jest niestety czysta. Została bowiem skażona przez grzech. Skoro tak, to na myśl przywodzi to doktrynę siedmiu grzechów głównych, która – choć chrześcijańska – wywodzi się w istocie z hellenistycznej tradycji astrologicznej.

Początkowo wydawało się, że można wyróżnić osiem grzechów głównych, ale ostatecznie uznano, że ósmy grzech odzwierciedla właściwie stan duszy pozostającej pod wpływem grzechu. Ósmy dom horoskopu symbolizuje bowiem śmierć, natomiast ósmy znak, czyli Skorpion, przedstawiany jest pod postacią liter M zakończonej charakterystycznym szpikulcem skorpiona. Owo „M”, to nic innego jak łacińskie mors, czyli śmierć.

astrology, astronomy, horoscope, scorpio, zodiac icon

Liczba siedem wydaje się zatem bardziej adekwatnie odzwierciedlać symbolikę żywego kosmosu, bowiem pomiędzy jedynką a siódemką rozciąga się cały dramat istnienia. Liczba 1 to Bóg; 2 – Duch; 3 – Niebo; 4 – Ziemia; 5 (4+1) – człowiek pozostający w centrum czterech żywiołów, czterech pór roku, czterech kierunków itp. Pięć to po prostu ludzki mikrokosmos. Natomiast liczba 6 (5+1) to mikrokosmos człowieka z dodatkiem transcendencji, to człowiek stworzony szóstego dnia, Adam i Ewa w Raju. Natomiast liczba 7 to odpoczynek Boga, spoczywanie w Boskim Centrum, jakaś Absolutna Ostateczność.

Skoro zatem siedem grzechów głównych wywodzi się z planetarnej symboliki astrologicznej, to muszą być one związane z poszczególnymi planetami. Owe grzechy rzecz jasna nie są sobie równe. Jest bowiem jeden grzech centralny, z którego wywodzą się pozostałe. Tym grzechem jest pycha (łac. superbia). Gdyby nie ona, żadne inne nie miałyby racji bytu. Dlatego pycha ma konotacje solarne. Pycha jest po prostu związana ze Słońcem. Całe przyporządkowanie zgodnie z chaldejskim porządkiem planet wygląda zatem jak poniżej.

Można zatem powiedzieć, że koronawirus stanowi odpowiedź na naszą pychę. To konsekwencja ludzkiej pychy, infantylnego wyobrażenia o omnipotencji człowieka, któremu się wydaje, że może zapanować nad naturą i podporządkować sobie całą przyrodę. Ale to iluzja, ponieważ człowiek zależy od przyrody. Człowiek, uzurpując sobie prawo dominowania nad naturą, podcina gałąź, na której siedzi. Człowiek jest wszak częścią natury, pozostaje z nią w relacji współzależności i na nią też nie ma wpływu, ani tym bardziej nią nie rządzi. Co więcej, przyroda obędzie się bez człowieka, ponieważ nie jest on jej do niczego potrzebny, natomiast człowiek bez niej nie przeżyje. Z pychą degradującą przyrodę idzie w parze oczywiście chciwość, która odnosi się zwykle do władzy i pieniędzy (nawiasem mówiąc, pieniądze uchodzą ostatnio za zakażone, więc lepiej ich nie dotykać).

Obrazy malowane Boscha na dużym ekranie - Magazine Art In House

Antidotum na pychę stanowi pokora – jedna z siedmiu cnót głównych. Nie musimy odwoływać się do sensu teologicznego czy religijnego, żeby pojąć jej znaczenie. Pokora to po prostu uznanie naszych ograniczeń wynikających z ciała będącego częścią przyrody, jak i umysłu. Na przykład Sokrates zwykł mawiać: „Wiem, że nic nie wiem”, chociaż wiedział całkiem sporo, uchodził wszak za ideał mędrca-filozofa.

Ale czy polityk, któremu się wydaje, że w czasie pandemii można robić wybory, ma choć odrobinę pokory? Nie. I niestety to właśnie za sprawą takich decydentów pochowaliśmy się dziś w domach przed koronawirusem, który stanowi odpowiedź na ludzką pychę.

Cykl Jowisza i Saturna – krajobraz po pandemii

Świat, który znamy, właśnie macha nam na pożegnanie.

 „Covid-19 to nie grypa” – uważają chińscy uczeni. Po grypie, o ile nie jest to hiszpanka, prędzej czy później wracamy do zdrowia (chociaż na tę chorobę można także umrzeć) i kontynuujemy życie bez większych turbulencji. Tymczasem koronawirus narusza fundamenty naszej cywilizacji, kruszeją bowiem rusztowania dotychczasowego życia gospodarczego, ekonomicznego, społecznego, zdrowotnego itp. Po chorobie Covid-19 świat nie wróci do miejsca, w którym się zatrzymał, ponieważ wirus SARS-CoV-2, niczym chińskie bóstwo Gonggong (o którym pisałem w poprzedniej notce), czyni dewastacje nie do naprawienia. Rozwścieczony Gonggong, zdając sobie sprawę, że został pokonany przez bóstwo ognia, naruszył na odchodne podporę świata i odtąd oś obrotu Ziemi jest przekrzywiona względem równika niebieskiego. Pokonawszy koronawirusa, a prędzej czy później to się stanie, bo ludzkość wychodziła już z gorszych opresji, świat po prostu będzie inny. Jaki? Tego jeszcze nie wiemy, ale ten świat, który znamy, właśnie macha nam na pożegnanie.

Wielkie koniunkcje

Dotychczasowy porządek się zmieni chociażby z jednego prostego powodu, o którym 1200 lat temu rozprawiał perski uczony, astrolog i matematyk Albumasar w swoim obszernym dziele doskonale znanym łacińskiej Europie jako De magnis coniunctionibus. Tym powodem jest 240-letni cykl koniunkcji Jowisz/Saturn, które mają być wskaźnikami również dla epidemii. Średniowieczni astrologowie uniwersytetu paryskiego uznali, że za szalejącą w XIV wieku zarazą morową pochłaniającą miliony istnień ludzkich, stoi nie kara Boska ani gniew Boży, lecz siły przyrody regulowane przez wpływy planet Jowisza, Saturna i Marsa przemierzające wówczas przez powietrzny znak Wodnika. Teraz niestety mamy na niebie identyczny układ planet, tyle że dochodzi do niego w ziemskim znaku Koziorożca. A więc to już nie powietrze jest morowe, lecz zagrożenie stanowić mogą rzeczy materialne. Wszystko, czego dotykamy, może bowiem być skażone.

Ostatecznie do samej koniunkcji Jowisza z Saturnem dojdzie dopiero w grudniu 2020 roku w następnym znaku, czyli w powietrznym znaku Wodnika, ale już teraz, kiedy Pluton, Saturn, Jowisz i Mars spotkały się w Koziorożcu, doświadczamy całkowitej reorganizacji struktur, zarządzania (kryzysowego), sieci powiązań i zależności, karności i dyscypliny, podporządkowania i ograniczenia wolności.

Koniunkcje Jowisz/Saturn układają się w istocie w wielki cykl trwający 960 lat. W każdej ćwiartce tego cyklu co 20 lat dochodzi do złączenia tych planet w znakach tego samego żywiołu.

Oświecenie

W apogeum epoki Oświecenia, a więc rozumu i nauki, która otworzyła wrota do postępu ery przemysłowej i industrialnej, Jowisz z Saturnem po raz pierwszy spotkały się wówczas w znakach żywiołu ziemi, aby poczynić maksymalne przeobrażenia w materialnym wymiarze naszego życia. Ludzkość od tego czasu niewątpliwie wzbogaciła się, żyje nam się wygodniej, bardziej komfortowo, pod wieloma względami bezpieczniej oraz przede wszystkim dłużej, ponieważ wraz z postępem nauk medycznych podwoiła się średnia długość życia. Jeszcze w XIX wieku człowiek po czterdziestce uważany był za osobę w wieku podeszłym. Opanowaliśmy zatem świat materialny, podbiliśmy kosmos, a przynajmniej Księżyc, a na każdą planetę naszego Układu Słonecznego wysłaliśmy sondy lub roboty. Poznaliśmy DNA i szereg innych tajemnic, o których ludzkość minionych epok nie miała pojęcia. Dokonał się gigantyczny postęp, który na tym etapie dziejów wydaje się, że dobiega końca. Najbliższa koniunkcja Jowisza z Saturnem będzie miała bowiem miejsce nie w znakach ziemskich, lecz powietrznych. Punkt ciężkości przesunie się zatem na zupełnie inne sprawy. Nie stanie się to od razu, ponieważ do kolejnych złączeń tych planet w znakach powietrznych będzie dochodziło przez następnych 240 lat. Jednak to złączenie, które będzie miało miejsce w roku 2020, okaże się znamienne, ponieważ planety te spotkają się w znaku Wodnika, co według niektórych ma zapowiadać słynną Erę Wodnika, a już na pewno jej przedpola.

Unus Mundus

Na tak zwaną Erę Wodnika składa się złożona i wielowarstwowa symbolika i mitologia, a jej główne założenia opierają się na wyobrażeniach o końcu dotychczasowego świata i przejścia w nową epokę braterstwa, równości oraz złotego wieku obfitości, w którym królować ma światowy pokój, życie bez granic, a ludzkość ma się wznieść na poziom świadomości planetarnej. Jak widzimy, żadnego raju na ziemi oczywiście nie będzie, ale o problemach i zaletach globalizacji mówi się już od dłuższego czasu. Wydaje się, że ludzkość zmierza właśnie w tę stronę, gdzie liczyć się będzie nie tyle opanowanie i kontrolowanie materii, ile władza nad procesami globalnymi, a w szczególności nad szeroko rozumianą informacją, która stawać się będzie z pokolenia na pokolenie coraz bardziej cennym towarem.

Ale nie tylko o łącza teleinformatyczne tutaj chodzi, lecz także o świadomość planetarną, co przypomina średniowieczną koncepcję Unus Mundus, wyrażającą ideę jedności świata. Teraz dokładnie zdajemy sobie sprawę nie tyle z tej jedności, ile przede wszystkim z zależności. Świat jest jeden, nie ma żadnego innego. Tutaj istniejemy. W obliczu zagrożenia, jaki zafundował nam świat mikrobiologii, odzywają się w nas najbardziej rudymentarne potrzeby i lęki. Nagle uzmysłowiliśmy sobie, że możemy przestać istnieć, albo utracić naszych bliskich. Ofiary koronawirusa są i będzie ich zapewne jeszcze wiele. Ale ostatecznie to nie jest dżuma. Wiemy, że nie umrze połowa Europy, jak w średniowieczu, ale – wedle modeli matematycznych – prawie każdy z nas prędzej czy później ma zachorować na COVID-19. Jednakże walka z pandemicznie rozszerzającymi się zakażeniami okupiona zostanie ogromną ofiarą. Bo właśnie stoimy u schyłku materialistycznego postępu. Maleńka planeta Gonggong pod postacią jeszcze mniejszego wirusa narusza podporę dotychczasowego świata, który przy akompaniamencie nowego, 240-letniego cyklu Jowisz/Saturn w znakach powietrznych skręca w inną stronę.

[Wykorzystałem fragmenty mojego artykuły „Prognoza dla Polski i świata na rok 2020”, który ukazał się w miesięczniku „Nieznany Świat” 1/2020.]

Horoskop zarazy

Kiedy w lutym 2020 roku Światowa Organizacja Zdrowia ogłaszała epidemiczny charakter choroby COVID-19 wywoływanej zakażeniem koronawirusa, który pojawił się na targu rybnym w chińskiej metropolii Wuhan (choć pierwsze przypadki zachorowań odnotowano już w grudniu 2019), Międzynarodowa Unia Astronomiczna postanowiła nadać nazwę pochodzącą od imienia chińskiego bóstwa Gonggong obiektowi z pasa Kuipera, który dotychczas znany był pod roboczą nazwą 2007 OR10. Tym samym ogłoszono istnienie pierwszej „chińskiej planety” w Układzie Słonecznym. W istocie Gonggong nie jest planetą, a zaledwie kandydatem do – jak dotąd – krótkiej listy planet karłowatych. Średnica tego ciała niebieskiego nie przekracza 600 km, a jego orbita podobna jest do orbity Eris.

Orbita Gonggong

W mitologii chińskiej i legendach Kraju Środka Gonggong to bóg wody, jeden z najpotężniejszych wśród najstarszych chińskich bóstw, istota prostacka, obdarzona niewielką inteligencją. Przedstawiany był jako mający miedzianą głowę ludzką z żelaznym czołem, rudymi włosami i ciałem węża, albo posiadający ludzką głowę z ogonem węża. Jest niszczycielski i obwinia się go za różne katastrofy kosmiczne. Za każdym razem gdy Gonggong toczył jakąś walkę, zostawał albo zabity, albo zesłany na wygnanie. Szczególnie antagonistyczny związek łączył go z bogiem ognia Zhurong, z którym Gonggong zawsze przegrywał.

Bóg wody rywalizował także o tron z cesarzem Zhuanxu. Rozwścieczony po przegranej bitwie o władzę uderzył rogiem w górę Buzhou, odłamując podporę Niebios, co spowodowało kosmiczną katastrofę. Świat od zagłady ocaliła Nüwa, naprawiając złamany filar. Odtąd jednak Ziemia przechylona jest na południowy wschód, na skutek czego w tę stronę do dzisiaj zmierzają wszystkie rzeki.

Znalezione obrazy dla zapytania: gonggong
Bóg wody Gonggong

Jeśli na jakimś symbolicznym poziomie można łączyć nowy koronawirus z planetarnym bóstwem Gonggong, to sprawa nie wygląda optymistycznie. Wprawdzie Gonggong ostatecznie został pokonany, ale pozostawił po sobie trwałe zniszczenia i destrukcję nie do naprawienia.

Z astrologicznego punktu widzenia wiele przemawia jednak za tym, że obecne zagrożenie epidemiologiczne ma związek przede wszystkim z Marsem, Jowiszem i Saturnem, które przemierzają znak Koziorożca. Na takie zgrupowanie planet zwracali uwagę bowiem już astrologowie średniowieczni uniwersytetu paryskiego, którzy na polecenie króla Francji Filipa VI sporządzili specjalny raport wyjaśniający powody pojawienia się Czarnej Śmierci. Uczeni zauważyli, że na dwa lata przed pojawieniem się morowej zarazy, dziesiątkującej w latach 1347-1350 w sposób zatrważający ludność Europy, doszło właśnie do potrójnej koniunkcji Marsa, Jowisza i Saturna w powietrznym znaku Wodnika, a to właśnie wskutek skażenia powietrza miało dojść do tej straszliwej zarazy, która – podobnie jak SARS-CoV-2 – dotarła do Europy z Chin przez północne Włochy.

Znalezione obrazy dla zapytania: death medieval

Astrolog Geoffrey de Meaux wraz z innymi uczonymi raportował wówczas:

„Uważamy, że panująca epidemia dżumy powstała na skutek zepsucia powietrza. Stało się tak, że z wody i ziemi wydobyło się mnóstwo oparów, zepsutych w momencie koniunkcji, które następnie zmieszały się z powietrzem. Rozsiały je porywy południowych wichur. Niosąc obce opary, wichry zanieczyściły powietrze, które – wdychane przez ludzi – przenika do serca i niszczy w nim substancję ducha oraz otaczającą je wilgoć. Wywołane tym gorąco trawi siłę życiową i to jest bezpośrednią przyczyną epidemii” [przeł. M. Cierpisz].

Co ciekawe, teraz ponownie doświadczamy takiej koniunkcji, w dodatku w połączeniu z masowo działającym Plutonem. Rozejście się tej konfiguracji wcale nie musi oznaczać zmniejszenia się rozprzestrzeniania wirusa, zwłaszcza że ostatni nów Księżyca miał miejsce w koniunkcji z „planetą” Gonggong, która przebywa w trzecim stopniu Ryb! Planety krążą jednak dalej i już w marcu Saturn przesunie się do Wodnika, następnie Mars, a pod koniec roku także Jowisz, tworząc koniunkcję z Saturnem w Wodniku, oznaczającą zmianę paradygmatyczną na światową skalę.

Rozmowy o astrologii na rok 2020

W noworocznym wydaniu programu Moniki Jaruzelskiej Towarzyszka Panienka”, który nagrywany jest w jej domu rodzinnym, rozmawiamy o astrologii, przyszłości Jarosława Kaczyńskiego, a także o tym, jakie szanse i zagrożenia widoczne są w horoskopach niektórych polskich polityków oraz oczywiście o tym, co nas czeka w 2020 roku. Zapraszam do oglądania.

Natomiast na stronach radia TOK FM znajduje się podcast z audycji Tomasza Stawiszyńskiego, z którym rozmawiałem w sylwestrowym wydaniu audycji Wieczór Radia Tok FM o astrologii, a także o tym, co wynika z kosmogramów niektórych polityków oraz o tym, jakie są polityczne prognozy na rok 2020.

Miłość, małżeństwo i przyjaźń w astrologii ptolemejskiej

W sobotę, 23 marca 2019 roku w Polskim Towarzystwie Astrologicznym odbyło się seminarium z astrologii partnerskiej, na którym wygłoszone zostały dwa wykłady: Ewy Kornafel o „związkach plutonicznych” oraz mój pt. „Miłość, małżeństwo i przyjaźń w perspektywie astrologii ptolemejskiej”, w czasie którego szczegółowo analizowałem zawartość piątego i siódmego rozdziału z księgi czwartej „Tetrabiblosu” (Czworoksięgu) Klaudiusza Ptolemeusza (II w. n.e.).

Na stronach PTA znajdują się plansze (plik PDF), które przygotowałem na potrzeby wykładu. Nie będą one jednak wystarczająco zrozumiałe bez krótkiego wstępu i streszczenia tego, o czym mówiłem.

Zwraca uwagę fakt, że Ptolemeusz dokonuje wyraźnego rozróżnienia na Światła, czyli Słońce i Księżyc, dla których podaje odrębny zastaw rygorystycznych reguł, oraz na planety (Merkury, Wenus, Mars, Jowisz i Saturn), a także Punkt Szczęścia, zwany w polskim przekładzie G. Muszyńskiego punktem losu, i ascendent, który również obowiązuje inna procedura interpretacyjna. Ponadto, antyczny uczony rozwija swoją myśl w trzech nurtach: astrologii urodzeniowej, astrologii prognostycznej i astrologii synastrycznej, czyli porównawczej.

Dzieło Ptolemeusza jest w dużej mierze zarówno paradygmatyczne, a więc formujące model systemu astrologicznego (obowiązującego w pewnym zakresie do dziś), jak i aksjomatyczne, gdyż stanowi zbiór niepodważalnych twierdzeń, których logiczności nie trzeba udowadniać. Nie dziwi więc fakt, że w odniesieniu do małżeństwa najistotniejszą rolę odgrywają Światła i ich konfiguracje. Zasada solarna jest wprawdzie męska (czynna), a zasada lunarna żeńska (bierna), ale funkcjonują one krzyżowo w horoskopie mężczyzny i w horoskopie kobiety na archetypowej zasadzie odkrytej przez C. G. Junga animy i animusa.

Rex i Regina, czyli zaślubiny alchemicznej pary królewskiej z „Rosarium Philosophorum” (1550).

Skoro zatem nieświadomą częścią psychiki mężczyzny jest anima, toteż jego zdolność do zawierania małżeństwa będzie determinowało położenie Księżyca w jego kosmogramie, podobnie jak pozycja Słońca (animus) w horoskopie kobiety. Ptolemeusz opisuje rozmaite warianty i modalności natalne, opierając się na doktrynie o ćwiartkach horoskopu i ćwiartkach cyklu lunarnego oraz na aspektach.

Warto dodać, że tak jak w całym „Tetrabiblosie”, tak samo i w tych rozdziałach nie znajdziemy żadnej merytorycznej wzmianki na temat znaczenia domów, chociaż żyjący ok. 200 lat później Firmicus Maternus identyfikował dom siódmy z małżeństwem, lecz co do jedenastego zgadzał się z tradycją antyczną, że reprezentuje on nadzieje, ambicje, tryumf, błogosławieństwa dobrego losu, świątynię Jowisza oraz szczęście, ale nie przyjaźń. Innymi słowy, analizując kwestie małżeństwa i przyjaźni Ptolemeusza w ogóle nie interesują ani dom siódmy, ani jedenasty, ani zresztą żaden inny.

Następnie autor „Czworoksięgu” odnosi się do synastrii Świateł oraz ich układów z planetami. Później opisuje reguły interpretacyjne aspektów planetarnych (bez udziału Świateł) i przypisuje im moc przy tworzeniu związków nieformalnych. W dwóch ostatnich akapitach śledzi upodobania seksualne mężczyzn i kobiet, opierając się na pozycji zajmowanej przez Marsa (w horoskopie mężczyzny) i Wenus (w horoskopie kobiety).

Justus van Gent, Portret Klaudiusza Ptolemeusza (ok. 1475)

Tymczasem rozdział dotyczący przyjaźni skonstruowany został wyjątkowo interesująco. Po pierwsze dlatego, że silne i długotrwałe uczucie przyjaźni przeciwstawione jest silnemu i długotrwałemu uczuciu wrogości. Po drugie, kwestia przyjaźni została zredukowana wyłącznie do analizy synastrycznej, tak jakby to, czy nawiązujemy przyjaźnie czy nie, zależało jedynie od ludzi, których spotykamy na swojej drodze, a nie od nas samych. Po trzecie wreszcie, z uwagi na fakt, że analizując kwestie przyjaźni Ptolemeusz podąża za Arystotelesem, który w rozdziale ósmym „Etyki Nikomachejskiej” dokonał rozróżnienia na trzy rodzaje przyjaźni. Autor „Czworoksięgu” przyjął, że przyjaźń zawieraną z uwagi na dobro (cnotę) rozpoznajemy po synastrii Świateł; przyjaźń ze względu na korzyść po synastrii Punkt Szczęścia (punktu losu); natomiast przyjaźń, która rodzi się z powodu przyjemności (lub ulgi w cierpieniu), sygnalizowana jest przez synastrię ascendentów.

Na szczególne wyróżnienie zasługuje trzeci akapit tego rozdziału, w którym Ptolemeusz zwraca uwagę na fenomen dominacji planet jednego horoskopu nad planetami w kosmogramie drugiej osoby. W tekście czytamy:


„Większy autorytet i dominację w przyjaźni oraz we wrogości przypisać należy temu z [dwóch] horoskopów urodzeniowych, w którym układ planet przeważa [nad drugim] (czy to zajmuje obszar wstępujący ku niemu w tym samym bądź sąsiednim znaku)” [przeł. G. Muszyński].

Zasadę tę dobrze ilustrują horoskopy Jarosława Kaczyńskiej i Donalda Tuska. W horoskopie byłego przywódcy PO władca ascendentu, Jowisz dominuje nad Saturnem (władca MC) w horoskopie prezesa PiS, bo jest położony dalej. Z tego samego powodu również Mars Tuska (władca MC) dominuje nad Marsem i Merkury Kaczyńskiego. Z kolei Wenus prezesa PiS (władca ASC) dominuje nad Marsem Tuska. Nie jest to bynajmniej dominacja w przyjaźni, lecz we wrogości, ponieważ wszystkie cztery najważniejsze dla Ptolemeusza miejsca w horoskopie, czyli Słońce, Księżyc, Punkt Szczęścia i ascendent leżą względem siebie w awersji (kwinkunksy i półsektyle), a to rodzi „największą wrogość i wieloletnie waśnie”.

Przyjaźń i wrogość mogą trwać latami. Zdarza się jednak, że ścieżki naszego życia z innymi przecinają się w kosmosie tylko na jakiś czas, a potem się rozchodzą, by każdy poszedł w swoją stronę, bogatszy o nowe doświadczenie. Ptolemeusz zwraca uwagę, że do tego typu tymczasowych znajomości dochodzi wtedy, gdy progresje (prymarne) jednej osoby dochodzą do pozycji natalnych planet w horoskopie drugiej osoby i vice versa. Na przykład Jarosław Kaczyński poznał się z Donaldem Tuskiem, gdy progresywna Wenus Tuska dochodziła do natalnej pozycji Marsa Kaczyńskiego!

Ostatni akapit dotyczy niewolników, więc w niektórych wydaniach „Tetrabiblos” został on wyodrębniony jako osobny rozdział. Ma to sens, gdyż reguły tam zawarte w żaden sposób nie odnoszą się do synastrii, lecz opierają się na analizie natalnej horoskopu niewolnika, z której można wywieść, jak będzie on traktowany przez swojego pana.

Najbardziej zdumiewający pozostaje fakt, że przywoływane tu reguły astrologiczne sprzed prawie dwóch tysięcy lat okazują się wciąż aktualne. Dotyczą one wszak głębinowych i zasadniczych struktur psyche, która przecież nie zmienia się pod wpływem mody czy trendów kulturowych. Wciąż potrzebujemy bliskich więzi, przyjaźni, miłości, partnerstwa, a już zwłaszcza w czasach, w których przeważają narcyzm i fałszywe wdzięczenie się do innych.

Planetarne fazy życia

Bez względu na to, kim jesteśmy i co robimy, jednoczmy się we wspólnocie, którą jest jedność doświadczenia ludzkiego. Z tej oczywistej prawidłowości zdawali sobie sprawę także astrologowie antyczni, którzy na długo przed wyodrębnieniem się psychologii rozwojowej opisali fazy i etapy życia, przez jakie przechodzi człowiek. Fazy te wpisane są w cykle planet, ściślej mówiąc w architekturę nieba korespondującą z architekturą duszy.

W ostatnim rozdziale księgi czwartej „Tetrabiblosu” (przekł. G. Muszyński, Wrocław 2012) – kanonicznego tekstu astrologicznego z II wieku n.e. Klaudiusz Ptolemeusz opisuje m.in. podział życia na etapy bądź fazy, którym przyporządkowuje jedną z planet zgodnie z porządkiem sfer niebieskich, poczynając od Księżyca (okres niemowlęcy), a skończywszy na „kuśtykającym” Saturnie, ostatniej wówczas znanej planecie, która – w nawiązaniu do jej symboliki – odnosi się do wieku starczego. Ta swoista astrologiczna psychologia rozwojowa stanowi unikalny opis kondycji ludzkiej od narodzin do śmierci. Każdy z nas przechodzi przez te same fazy, lecz jednocześnie każdy z nas przeżywa je w indywidualny sposób nakreślony przez niepowtarzalne umiejscowienie poszczególnych planet w horoskopie urodzeniowym, jak i solarnym (rocznym).

Warto przypomnieć tę antyczną typologię właśnie z uwagi na jej uniwersalizm, chociaż trzeba podkreślić, że Ptolemeusz wpisywał swoje rozważania nie tyle w znaną dziś psychologię, ile w dociekania natury przyrodniczej. Nie zmienia to jednak głębi myśli Autora, ponieważ idąc tropem nakreślonym przez postulat jedności duszy i ciała, funkcje biologiczno-przyrodnicze warunkują życie psychiczne i rozwój wewnętrzny człowieka, w szczególności rozwój emocjonalny i intelektualny, zgodnie z funkcjami duszy (psyche), które wyodrębnił grecki filozof Arystoteles, mówiący o duszy wegetatywnej (odżywianie), zmysłowej (postrzeganie) i rozumnej (myślenie).

Nauka płynąca z opisu faz życia według Ptolemeusza sprowadza się do twierdzenia, że pewne rzeczy w życiu przechodzimy tylko raz, więc jeśli coś popsuje się na jakimś etapie, później trudno to naprawić, ponieważ życie biegnie dalej i nie można się już cofnąć.

Faza Księżyca (0-4 lat). Na pierwszym etapie życia pozostajemy pod wpływem Księżyca, który – zdaniem Ptolemeusza – symbolizuje

„szybki wzrost, upodobanie do płynnego na ogół pożywienia, zmienność postawy i kondycji oraz niepełność i niecałkowite ukształtowanie duszy”.

Ta ostatnia cecha jest tutaj kluczowa, ponieważ odnosząc pierwsze cztery lata życia do życia psychicznego, w którym kształtują się nasza matryce reagowania, wzorce emocjonalne, zaspokajanie potrzeb, okazuje się ona tym, co warunkuje nasze przyszłe funkcjonowanie. Księżyc w horoskopie urodzeniowym pokazuje to, co otrzymaliśmy od rodziców lub czego dostać nie mogliśmy. Wszelkie deficyty czy niedostatki emocjonalne ciągną się za nami latami i warunkują sposób, w jaki czujemy się sami ze sobą. A od tego zależy w gruncie rzeczy to, jak funkcjonujemy w świecie i co udaje nam się osiągnąć. Księżyc wskazuje bowiem nie tylko na strategiczną rolę dzieciństwa, lecz także na całą nieświadomą dynamikę życia wewnętrznego i biologicznego.

Faza Merkurego (4-14 rok życia). Po okresie czteroletniej fazy lunarnej, w której kształtują się zręby struktury nieświadomości indywidualnej, a więc również tego, co nieracjonalne, następuje dziesięcioletni okres życia przypadający na czas szkolny (edukacja podstawowa). Nic dziwnego, że łączy się tę fazę z Merkurym, ponieważ według Ptolemeusza planeta ta

„zaczyna wyodrębniać i kształtować w duszy rozum i zdolności myślenia, a także wpajać jej zalążki i pierwsze przesłanki wiedzy (…)”.

Oznacza to, że w tym okresie życia nie tylko budzi się w nas to, co racjonalne, lecz także gromadzimy wiedzę niezbędną do funkcjonowania w świecie. To właśnie dlatego położenie Merkurego w horoskopie powie nam, jaki typ umysłowości nas cechuje (np. ścisły, humanistyczny itd.), w jaki sposób zdobywamy wiedzę, uczymy się czy komunikujemy się z innymi. Racjonalność podkreśla położenie Merkurego w znakach Saturna, czyli w Koziorożcu, Wodniku, a także w Wadze, względnie aspekty Merkurego z tą planetą (np. Albert Einstein miał koniunkcję Merkurego z Saturnem w domu dziesiątym związanym z karierą). Z kolei wizyjność, wyobraźnię naukową czy intuicję podkreśla Merkury w znakach Jowisza (Strzelec, Ryby, Rak), zaś na artystyczno-literackie zamiłowania wskazuje zwykle połączenie Merkurego z Wenus.

Faza Wenus (15-22 rok życia). Z uwagi na władztwo Wenus jest to jeden z najbardziej przyjemnych, ale też i zwodniczych okresów w życiu, kiedy to – jak pisze Ptolemeusz –

„ducha ogarnia jakiś szał, nieopanowanie, pociąg do jakichkolwiek bądź związków miłosnych, żarliwość, skłonność do podstępów i zaślepienie właściwe pochopnemu działaniu”.

Jednym słowem kolejne osiem lat po rozwoju racjonalnym (Merkury) przynależą zasadzie przyjemności, a więc Wenus, która – najkrócej mówiąc – skłania do wiązania się w pary. To właśnie w tym okresie przeżywamy pierwsze doświadczenia seksualne, zauroczenia, niektórzy podejmują decyzje o wyborze partnera na stałe. Jednocześnie doświadczamy mrocznej strony Wenus: zazdrości, zawiści, rozczarowań uczuciowych, zawodów miłosnych. To, jak przeżywamy miłość i bliskość, zależy właśnie od usytuowania Wenus w horoskopie indywidualnym. Planeta ta wspierana Jowiszem podkreśla łatwość i przyjemność w nawiązywaniu relacji uczuciowych, natomiast wspierana Saturnem wskazuje na trwałość i solidność relacji.

Faza Słońca (22-41 rok życia). Jest to decydujący moment w życiu człowieka, swoisty punkt przesilenia, etap, w którym najpełniej można rozwinąć własny potencjał. Ptolemeusz tak pisze o tym dziewiętnastoletnim okresie:

„Wpaja ono duszy pewność siebie i wierność sobie w działaniu, pragnienie życia, uznania i prestiżu społecznego, niesie przemianę z niefrasobliwego i nierozważnego błądzenia [lat wcześniejszych] ku ostrożności, obyczajności i ambicji”.

Innym słowy okres symbolizowany przez Słońce, zwany też „pełnią lat”, zapowiada fazę najbardziej bujną, w której można w pełni rozwinąć i zamanifestować swoją dorosłość, odpowiedzialność, samostanowienie, ochronę siebie. Ta solarna faza to inaczej szczyt możliwości człowieka, kiedy okres burzy i naporu ma już się za sobą, proces edukacji i stabilizacji w życiu osobistym dobiega końca, jest się w pełni sił, bo nie doskwierają nam jeszcze choroby charakterystyczne dla późniejszych etapów życia, można zatem poświęcić się szeroko rozumianej twórczości i kreatywności, by w pełni rozwinąć i skorzystać z potencjału, jakim się dysponuje. To, w jaki sposób przechodzi się przez tę fazę życia, wskaże w horoskopie położenie Słońca. Indywidualność może być ograniczana przez położenie Słońce w szóstym bądź dwunastym domu, względnie przez aspekty z Saturnem, pobudzana natomiast przez aspekty z Marsem, Uranem i Jowiszem, a także przez położenie Słońca w domu pierwszym albo dziesiątym.

Faza Marsa (41-56 rok życia). Przejście z fazy solarnej do fazy marsowej uznawane jest za pierwszy potężny kryzys w życiu człowieka. Dziś psychologowie nazywają to zjawisko „kryzysem połowy życia” albo „kryzysem wieku średniego”. Kończy się okres rozkwitu sił i przechodzi się w etap walki, zwykle walki o siebie i utrzymanie pozycji, status quo, o to, co udało się zdobyć, wypracować i osiągnąć. U Ptolemeusza czytamy:

„Zarówno duszy, jak i ciału przysparza trosk i udręki, podsuwając już jakby przeczucie i wrażenie schyłku oraz skłaniając [człowieka] do tego, by – zanim zbliży się do kresu – wśród trudów, jakie podejmuje, dokonał czegoś wartego wspomnienia”.

Trzeba podkreślić, że jest to pierwsza faza na drodze życia symbolizowana przez planetę maleficzną, złoczynną. To właśnie dlatego autor „Tetrabiblosu” wiąże ją z trudami i pokonywaniem przeszkód. Człowiek nie jest już pierwszej młodości, ale wciąż ma siły, by podjąć się wielkich wyzwań. O tym, czy owe wyzwania podejmie z odwagą, brawurą, czy tez lękiem, albo w ogóle wycofując się z nich, wskaże położenie Marsa w horoskopie urodzeniowym. A Mars to nie tylko atak, lecz także obrona. W tym przypadku obrona przed nowym pokoleniem, które wchodzi w fazę solarną i stanowi jeśli nie zagrożenie, to na pewno silną konkurencję choćby na rynku pracy. Astrologia współczesna definiuje ten okres jako opozycję Uranów, kiedy ta planeta buntu i rebelii znajduje się dokładnie w połowie swojego 84-letniego cyklu. Z jednej strony jest to szok, z drugiej ogromny przełom, u podłoża którego leży tęsknota za mijającą przeszłością, a tę chciałoby się przeżyć jako tzw. drugą młodość, a więc zaprzeczyć upływającemu czasowi i doświadczyć iluzorycznego przeświadczenia, że wciąż jest się jeszcze młodym. Z drugiej jednak strony, jeśli do tej pory ktoś nie realizował siebie, lecz pozostawał uległy wobec oczekiwań innych, to w fazie Marsa ma szansę wyzwolić się spod tego ograniczającego jarzma i zawalczyć o siebie w sposób, w jaki tego nigdy nie czynił. Mars w znakach Barana, Skorpiona czy Koziorożca zapowiada walkę skuteczną. Na uniki i lęki wskazuje Mars w Wadze, Byku lub Rybach. Jednak każda strategia może być owocna, jeśli będzie się wiedziało, co się przez nią traci, a co zyskuje.

Faza Jowisza (56-68 rok życia). Jest to ostatnia faza zawiadywana przez planetę beneficzną, czyli dobroczynną, w której bezpardonowa walka ustępuje prawu do wolności. Mija okres niepokoju, a pojawia się czas prawdziwej dojrzałości i wynikającej z niej mądrości. Etap ten – zdaniem Ptolemeusza –

„sprowadza przyzwoitość, przezorność i dystans, a także rozwagę we wszystkim, zdolność napominania i niesienia pociechy oraz wprawia szczególne dążenia do starań o zaszczyty, pochwały i niezależność, z zachowaniem wszak skromności i powagi”.

Jest to bowiem okres mądrości powodowany mijającymi przeżyciami, czas odcinania kuponów za swoją pracę i starania. We współczesnym społeczeństwie oznacza on z jednej strony przejście na zasłużoną emeryturę, z drugiej zaś człowiek cieszy się szacunkiem i poważaniem. Staje się ekspertem, autorytetem, wdrapuje się na szczyt, może służyć innym radą, pocieszać, uspokajać, stać na straży ładu i praworządności. Ten niezwykle ważny etap życia skłania nie tylko do podsumowań, ale też czerpania zysków z dotychczasowych osiągnięć, walk i dążeń. Jego wyznacznikiem są mądrość, wiedza, zrównoważenie, czyli z grubsza to, co oczekuje się po osobach starszych. W zależności od położenia Jowisza w horoskopie indywidualnym każdy z nas inaczej przechodzi przez ten dwunastoletni okres życia.

Faza Saturna (68 rok życia i później). Ostatniemu etapowi życia patronuje surowy Saturn, najbardziej złoczynna planeta. Ptolemeusz tak opisuje tę fazę:

„Naturalny zmierzch zapada nad życiem, które zamiera, traci ducha i siły, a [człowiek] podatny jest na urazy i ze wszystkiego niezadowolony (…)”.

To, czy faktycznie okres ten wiązać się będzie wyłącznie z niedomaganiami ciała i ducha, można się przekonać, analizując położenie Saturna w horoskopie urodzeniowym. Na przykład Roman Polański, wciąż zachowujący siły twórcze, ma w swoim horoskopie Saturna w domicylu (Wodnik) w domu narożnym, co sprawia, że ten ostatni etap życia, choć niełatwy, przynosi mu satysfakcję i otwartość na pogodzenie się z upływającym czasem. Dostatnio, lecz nie bez perypetii, upłynęła saturnowa faza życia Wojciechowi Jaruzelskiemu, który miał w swoim horoskopie Saturna w wywyższeniu (Waga), ale w kwadraturze do Słońca.

Ptolemeusz już o tym nie wspomina, ale warto podkreślić, że w antycznej i średniowiecznej kosmologii za sferą Saturna rozpościera się boska sfera gwiazd stałych, a za nią empireum – siedziba nieśmiertelnych bogów, do których tak czy inaczej zmierzamy.

Wywiad w magazynie „Sens”

W najnowszym, lutowym wydaniu magazynu psychologicznego „Sens” (2/2018) ukazał się obszerny, kilkustronicowy wywiad ze mną przeprowadzony przez Katarzynę Drogę. Najogólniej mówiąc, rozmawiamy o psychologicznym sensie astrologii i jej terapeutyczno-poznawczym potencjale. Zachęcam do lektury.