Wywiad w magazynie „Sens”

W najnowszym, lutowym wydaniu magazynu psychologicznego „Sens” (2/2018) ukazał się obszerny, kilkustronicowy wywiad ze mną przeprowadzony przez Katarzynę Drogę. Najogólniej mówiąc, rozmawiamy o psychologicznym sensie astrologii i jej terapeutyczno-poznawczym potencjale. Zachęcam do lektury.

 

Przełom połowy życia i symbolizm astrologiczny

Nawet jeśli momenty wyznaczane przez cykle Saturna nazywamy przełomami, to w istocie są to raczej kryzysy niż przełomy. Mówiąc o przełomie życia, chodzi bowiem o jeden, niepowtarzalny moment, który przypada mniej więcej na połowę życia. W dawnych czasach różnie określano połowę życia, zwłaszcza gdy czterdziestokilkuletni człowiek znajdował się już właściwie w wieku podeszłym. Tak czy owak, bez względu na długość, życie ludzkie zawsze przyporządkowano do dziennej wędrówki Słońca, od wschodu, gdy się ono rozpoczyna, przez południe, gdy kulminuje, aż do zachodu, kiedy się kończy.

Solarna wędrówka bohatera
Przekładając tę metaforę na grunt astrologiczny, już greccy mistrzowie usiłowali dostrzec w dziennych domach horoskopu zapis poszczególnych etapów życia, od dzieciństwa, poprzez młodość, wiek kulminacyjny, dojrzały, starszy oraz starość i śmierć. Chodzi o domy górnej połowy horoskopu, czyli ascendent i to, co ponad nim, a więc dwunasty, jedenasty, dziesiąty i medium coeli oraz dziewiąty, ósmy i siódmy wraz z descendentem, gdzie medium coeli wyznacza połowę życia, co odzwierciedla metaforę solarnej wędrówki bohatera.

Kwestię tę dobitnie tłumaczy Carl Gustaw Jung (1875-1961), szwajcarski psychiatra i psycholog, który w swoim eseju „Przełom życia” pisze następująco:

„Wyobraźmy sobie słońce ożywione uczuciem i aktualną świadomością człowieka. Rano słońce powstaje z nocnego morza nieświadomości i spogląda na szeroki, barwny świat – coraz bardziej rozległy, im wyżej się wspina. Poszerzając w ten sposób krąg swego oddziaływania, słońce rozpoznaje własne znaczenie, doszukując się swego celu we wspinaniu się coraz wyżej, a tym samym na coraz większym zakresie swego promieniowania. Trwając w tym przekonaniu, słońce wspina się całkiem nieoczekiwanie do punktu kulminacyjnego, do zenitu południa – nieoczekiwanie, ponieważ w swym jednorazowym istnieniu nie może już z góry wiedzieć o swym punkcie kulminacyjnym. Ale o dwunastej w południe zaczyna się jego zmierzch. Ten zmierzch to odwrócenie wszelkich wartości i ideałów poranka. Słońce staje się niekonsekwentne, jak gdyby wycofuje swe promienie. Światło i ciepło zaczynają maleć, aż w końcu całkiem znikną” [przeł. R. Reszke].

 

Uran i przemiana duszy
Jung nazywa ten punkt przesilenia przemianą duszy i stwierdza, że jest to moment, w którym człowiek uświadamia sobie, że posiada rozległe życie psychiczne, wewnętrzne, któremu powinien poświęcić drugą połowę życia. Niewątpliwie mamy tutaj do czynienia ze zwrotem, nagłym przeorientowaniem się. Astrologicznie zbiega się to z połową cyklu Urana, który około 42. roku życia tworzy opozycję do położenia zajmowanego w horoskopie urodzeniowym.

Uran sam w sobie jest patronem nagłych zmian, rewolucji i przewartościowań. Symbolizuje to, co w nas indywidualne, niepowtarzalne i oryginalne. Dlatego jego cykle zawsze wiążą się z większą świadomością siebie, swoich potencjałów, i tego, co stanowi istotę naszej jednostkowości. Uran przeorientowuje nas w połowie życia na zupełnie inny system wartości. Z jednej strony tęsknimy za nieubłaganie upływającą młodością, której nie da się już odtworzyć, choć niektórzy podejmują karkołomne starania w tym kierunku, z drugiej zaś strony otwiera się przed nami zupełnie nowy świat, kraina wewnętrznych potencjałów, duchowych symboli, bogactwa życia psychicznego. To tak, jakby wektor naszych dążeń nagle zmienił kierunek, następował zwrot w regulacji psychicznej, który skutkuje tym, że zaczynamy sobie uświadamiać, że pomimo upływu lat mamy jeszcze sporo do zrobienia, że możemy ocalić siebie poprzez rozwój wewnętrznych potencjałów, które warto w sobie rozpoznać i zacząć żyć bardziej świadomie, wraz z całym bagażem nieświadomych popędów, inklinacji, potrzeb i uwarunkowań.

Uran pobudza do nowego życia, niejako drugich narodzin. Temu zwrotowi mogą towarzyszyć nagłe i rewolucyjne przemiany, zwroty i przewartościowania zależne od usytuowania Urana w horoskopie urodzeniowym. Z jednej strony odczuwamy niepokój, z drugiej zaś ekscytację tym, co nowe i niepowtarzalne, podniecenie, że możemy teraz żyć pełnią życia pozbawioną młodzieńczej niedojrzałości i wynikającej z niej infantylności.

Domy horoskopu jako zegar życia
Wracając do metafory solarnej, trzeba przyznać, że trudno oszacować, ile lat życia przypada na każdy dom horoskopu z dziennej połowy. Biorąc pod uwagę, że połowa życia przypada średnio na okres pomiędzy 35. a 45. rokiem życia, wówczas jeden dom mieści w sobie około 14 lat, co miałoby sens, ponieważ pokrywa się to z połową cyklu Saturna.

Zasada interpretacji jest tutaj stosunkowo prosta. Planety beneficzne, dobroczynne, a więc Wenus i Jowisz, w poszczególnych domach wskazują na najlepsze lata życia, w których doświadczamy wielu dobrodziejstw i przychylności losu. Natomiast planety złoczynne, malefiki, mówią o przeszkodach i trudnościach, a nawet klęskach na danym etapie życia.

Analizując pod tym kątem horoskop premiera Mateusza Morawieckiego można zauważyć, że pierwsze lata, gdzie ascendent przebywa na gwieździe Spika, a Wenus (władca ascendentu) jest cazimi, musiały należeć do całkiem udanych i przyjemnych. Ostry bunt i kontestacja, a także przemiana formacji intelektualnej przyszły dopiero później, co symbolizowane jest przez obecność Urana i Plutona w domu jedenastym. Z kolei Jowisz w domu dziesiątym, który jest tu almutenem figuris, wskazuje na sukcesy zawodowe i spełnienie przypadające mniej więcej na okres połowy życia. Natomiast obecny czas premiera Morawieckiego symbolizuje dom dziewiąty, na wierzchołku którego znajduje się najwięcej planet. Są to Merkury (dyspozytor końcowy), Słońce, Wenus (władca ascendentu) i Mars (będący tuż przed wejściem w znaku upadku). Oznacza to, choć premier kulminacyjny punkt życia ma za sobą, to jednak dopiero teraz ma on dostęp do wielu swoich potencjałów i może je wykorzystać w najszerszej skali. Tymczasem koniec życia poprzedzony spełnieniem (Księżyc w wywyższeniu) wieńczy Saturn w upadku na descendencie, co może też zapowiadać odejście w bardzo podeszłym wieku.

 

William Lilly (1602-1681), słynny angielski astrolog, interpretuje w podobnym duchu nie tylko horoskopy urodzeniowe, lecz także horarne. Drugą księgę jego niezwykle obszernego dzieła „Christian Astrology” otwiera analiza pewnego horoskopu, gdzie domy kosmogramu traktuje się jako swoisty zegar życia. Każdy dom symbolizuje bowiem kolejne pięć lat życia, co daje w sumie 60 lat, będące średnią życia w XVII wieku.

W omawianym horoskopie dla pewnego mężczyzny Lilly zauważa, że:

„(…) zważając na to, iż dwa benefiki umiejscowione są w domu dziesiątym i że węzeł północny oraz Słońce są położone w domu dziewiątym, oceniłem, że jego młodsze lata byłyby najbardziej przyjemne z całego życia; patrząc również na Marsa w domu ósmym, który zgodnie z naszym kierunkiem czasu, przypadałby na mniej więcej 24-25 lub 26 rok życia, oceniłem, że mniej w tym czasie będzie miał wiele przeszkód, albo zaczną się w jego życiu pierwsze ze wszystkich nieszczęść; i patrząc dalej, ani w domu siódmym, ani szóstym, ani piątym, ani czwartym, ani też w trzecim nie ma żadnej szczęśliwej planety, więc wnioskuję, że przez resztę swego życia przez wiele lat doświadczy niewygody. Co więcej, będzie miał mnóstwo ciężkiej pracy i kłopotów; ponadto wywnioskowałem, że te katastrofy czy nieszczęścia nie powinny spaść na niego nagle, ponieważ Księżyc jest w aplikacyjnym trygonie z Jowiszem i potrzebuje jedynie trzech stopni do tego, aby utworzyć dokładny aspekt. Dlatego uznałem, że przy pomocy powszechnie szanowanego człowieka reprezentowanego przez Jowisza, albo jakiegoś dworzanina czy kogoś znaczącego, przez blisko trzy lata po zadaniu tego pytania powinien być wspierany przez taką osobę i wspomagany w swoich sprawach, albo jeszcze inaczej – życie jego toczyłoby się zgodnie z jego pragnieniami. Gdyby Jowisz był lepiej położony [w znaczeniu godności podstawowej], uznałbym, że będzie mu sprzyjać trwałe szczęście, że los będzie dla niego bardziej łaskawy”.

Takie analizy horoskopu można czynić nie tylko w odniesieniu do horoskopu pytaniowego (horarnego), lecz przede wszystkim urodzeniowego. Nie ma tu jednak miejsca na analizę szczegółów, bo do tego potrzebne byłyby inne techniki astrologii prognostycznej, jak również kontekst, w jakim poszczególne układy planet należałoby rozpatrywać. Tym niemniej to, co zwraca tu szczególną uwagę, to kwestia potraktowania horoskopu jako zegara życia, gdzie tarcza podzielona jest na dwanaście części, czyli domów, z których każdy odpowiada kolejnym pięciu bądź sześciu latom życia.

Zanurzenie w psychikę nieświadomą
Psychologia analityczna Carla Gustawa Junga podobnie ujmuję tę kwestię: „Sto osiemdziesiąt stopni łuku rozpada się na cztery części. Pierwszą ćwiartką, wschodnią, jest nasze dzieciństwo, czyli ów stan nieproblematyczny, kiedy sami jesteśmy problemem dla innych, lecz z własnej problematyczności jeszcze nie zdajemy sobie sprawy. Problematyka świadoma rozciąga się przez drugą i trzecią ćwiartkę, a w ćwiartce czwartej, w okresie starości, znowu zanurzamy się w ów stan, w którym, nie dbając o sytuację własnej świadomości, znowu stajemy się problemem dla innych. Dzieciństwo i starość są wprawdzie skrajnie różne, łączy je jednak wspólna cecha: zanurzenie w psychikę nieświadomą. Ponieważ dusza dziecka rozwija się z nieświadomości, jego psychologia, mimo że już zawiła, jest łatwiejsza do pojęcia niż psychologia starca, który na powrót pogrąża się w nieświadomości i w coraz większym stopniu w niej znika. Dzieciństwo i starość to bezproblematyczne stany życia (…)” [przeł. R. Reszke].

Wywiad dla Onet.pl o roku 2018

Na stronach portalu Onet.pl znajduje się wywiad, którego udzieliłem Piotrowi Cielebiasowi na temat trendów astrologicznych w roku 2018 w odniesieniu do spraw krajowych i międzynarodowych. Mówię o roku Wenus, premierze Morawieckim, prezydencie Andrzeju Dudzie, Jarosławie Kaczyńskim, opozycji, a także o Donaldzie Trumpie i innych politykach.

Zapraszam do lektury. Wywiad można przeczytać TU.

Gwiazdy namiętności i choroby duszy

Na VII Konferencji Polskiego Towarzystwa Astrologicznego „Przeznaczenie i cykle kosmiczne”, która odbyła się w dniach 21-22 października 2017 roku w Warszawie, wygłosiłem wykład na temat gwiazd stałych w pismach astrologów antycznych.

Znaczenie gwiazd stalych

Na warsztat wziąłem trzech autorów (chronologicznie): Ptolemeusza (II w. n.e.), Anonima z 379 roku oraz Juliana z Laodycei (ok. 497). Trzonem mojego wykładu był tekst Anonima z 379 roku, jeden z nielicznych traktatów, stanowiących próbę systematycznego wywodu na temat gwiazd stałych. Wiedza na ten temat bywa w historii astrologii rozproszona i często brakuje jej jednolitości. Chociaż materiał przedstawiony w pismach Juliana i Anonima jest częściowo symetryczny, to jednak tekst Anonima jest poszerzony o interpretacje gwiazd symbolizujących uszkodzenia wzroku oraz o gwiazdy – jak nazywa je Autor – prowokujące czy też wzniecające namiętność i, co za tym idzie, chorobę duszy i umysłu.

Nie są to gwiazdy pierwszej jasności. Raczej słabsze, drobniejsze, aczkolwiek mające wystarczającą siłę, by mieć wpływ na najbardziej subtelne i delikatne części duszy. Chodzi tu o następujące fragmenty gwiazdozbiorów ekliptycznych:

„(…) przednie części albo pysk Barana 13-14°, a także jego tył leżący około 25, 26, 27 i 28 stopnia, jak również Hiady albo pysk Byka w 12, 13, 14, 15 stopniu; oprócz tego tył Lwa od 25 do 30 stopnia oraz mordę Koziorożca leżącą około 10 [i] 12 stopnia (…)”.

W cytowanym tekście trzeba zwrócić uwagę na kilka zasadniczych kwestii. Po pierwsze, Anonim wymienia gwiazdy leżące w znakach Barana, Byka, Lwa i Koziorożca. Co łączy te znaki? Całkiem sporo. Zgodnie z klasyfikacją astrologii antycznej (i późniejszej) uważa się je bowiem za tak zwane cztery znaki lubieżne.

Po drugie, należy podkreślić, że wymienione stopnie odnoszą się do lokalizacji tych gwiazd w drugiej połowie IV w n.e. i dziś już zmieniły swoje położenie (zgodnie ze zjawiskiem precesji, które sprawia, że gwiazdy przesuwają się ok. 1° w ciągu 72 lat).

Po trzecie, Anonim umiejscawia je w kilku stopniach, a nie w pojedynczych, co przywodzi na myśl późniejszą doktrynę azemene, czyli stopni kulawych bądź chorobliwych, o których szerzej rozprawiał np. Guido Bonatti (XIII w.).

Chociaż nietrudno się domyślić, o jakie gwiazdy chodzi, to jednak zanim przejdę do ich identyfikacji, warto odnotować fakt, że na podobne miejsca zwraca uwagę Ptolemeusz w piątym rozdziale IV księgi Tetrabiblosu:

„(…) kształtują wówczas osoby zepsute i skore do spółkowania wszelkiego rodzaju, zarówno czynnego, jak i biernego, a w niektórych konstelacjach wręcz sprośne; dotyczy to na przykład przedniej i tylnej części Barana oraz Hyad, a także Dzbana, tylnych części Lwa oraz pyska Koziorożca”.

Jak widać, Ptolemeusz do tego zestawu zalicza także Dzban, błędnie identyfikowany przez J. M. Ashamanda, który 1822 roku dokonał przekładu Tetrabiblos na angielski, z Dzbanem Wodnika. W istocie chodzi tu o grupę gwiazd z gwiazdozbioru Strzelca, która tworzy asteryzm uformowany z Kaus Media, Kaus Australis, Kaus Borealis, Ascelę czy Nunki, przypominający ów Dzban albo Czajniczek i umiejscowiony obecnie pomiędzy 4 a 6 stopniem oraz 12 i 13 stopniem Koziorożca.

Pozostałe gwiazdy to: 1) Mesarthim (pysk Barana); 2) Botein (tył Barana); 3) Hiady (pysk Byka); 4) Denebola (ogon Lwa), która zarówno przez Anonima, jak i Juliana wraz z Zosmą (pysk Lwa) i Alphard (serce Hydry) zaliczna była do gwiazd o naturze Saturna i Wenus, a więc do gwiazd sprośnych; 5) Oculus i 6) Bos (pysk Koziorożca).

Można zatem wyróżnić siedem gwiazd (albo siedem miejsc), które tak Anonim, jak i Ptolemeusz identyfikują jako gwiazdy (miejsca) prowokujące namiętności, pasję i choroby duszy. Ich obecne położenie ilustruje poniższa tabela. Przy czym orba jest w tym przypadku dość szeroka, przynajmniej 2-3°.

Gwiazdy namietnosci i choroby duszy

Gwiazdy te – zdaniem Anonima – skłaniają do zaburzeń emocjonalnych, depresji i namiętności. Wywołują radowanie się przyjemnościami przeciwko naturze, obsceniczność, sprośność, nieprzyzwoitość, sterują pożądaniem (głównie seksualnym), mają związek z bezwstydnością i rozwiązłością. Chodzi tu w szczególności o taką sytuację w horoskopie, w której Księżyc jest w koniunkcji z tą gwiazdą, względnie miejsce to zajmuje ascendent lub medium coeli. Także Wenus w tych stopniach, jak i w ogóle położona w znakach lubieżnych ma wywołać podobny efekt.

Przekładając to na język nieco bardziej psychoanalityczny, mowa jest tu o chorobach duszy, które polegają na tym, że umysł nie jest w stanie obronić się przed zalewem popędowych treści nieświadomych kierujących się wyłącznie zasadą przyjemności (nie zważając na zasadę rzeczywistości), co w taki czy inny sposób prowadzi do rozseksualizowania, albo do zalewu innych uczuć, które przygniatają umysł, obciążają człowieka i nie pozwalają w konstruktywny sposób przeżyć rozmaite uczucia.

Przykład ilustrujący rozseksualizowanie i depresję może stanowić horoskop Lindy Lovelace, która zagrała główną rolę w słynnym filmie pornograficznym „Głębokie gardło” z 1972 roku. Produkcja stała się symbolem przemian obyczajowych w Stanach Zjednoczonych oraz wyrazem rewolucji seksualnej. W kolejnych latach Linda zaangażowała się w walkę przeciwko przemysłowi pornograficznemu.

Linda Lovelace

Jak widać, zarówno Słońce, jak i Księżyc oraz ascendent znajdują się w znakach lubieżnych. Co więcej, ascendent znajduje się w konstelacji Dzbana i w antiscionie z Wenus, Księżyc jest blisko gwiazdy Botein, zaś Mars, almuten horoskopu, wraz z Merkurym stoją na gwiazdach Oculus i Bos. Z kolei Jowisz, który w 1972 roku był profekcyjnym Władcą Roku, znajduje się w drugiej części Dzbana!

Warto zwrócić uwagę, że większość z tych gwiazd prowokujących namiętności już dawno opuściła znaki lubieżne i przesunęła się do znaków ludzkich (Bliźnięta, Panna, Wodnik), co może pokazywać nie tylko zmianę obyczajowości, lecz także zrozumienie, iż nasze pragnienia są po prostu integralną częścią ludzkiej kondycji.

Globus

Dlaczego PiS może wygrać wybory w 2019 roku?

Kluczem do odpowiedzi na pytanie tytułowe jest horoskop roczny, zwany w tekstach średniowiecznych Revolutio annorum. Chodzi o kosmogram wejścia Słońca w znak Barana (ingres), który interpretuję poniżej według zmodyfikowanych do współczesnych realiów reguł słynnego astrologa arabskiego Sahla ibn Bishra (ok. 786–845), znanego w Europie wieków średnich także jako Zael lub Zahel.

Zgodnie z tradycją Revolutio annorum stanowi zaledwie jedną z części składowych analiz mundalnych odnoszących się do króla (władcy, przywódcy) i jego poddanych (naród, lud, społeczeństwo) na dany rok, który zaczyna się około 20 marca i trwa dwanaście miesięcy.

Aby poprawnie zinterpretować ten horoskop, trzeba posłużyć się domami kwadrantowymi (np. systemem Alcabitiusa) oraz domami greckimi (domy jako całe znaki), mając na uwadze szereg konsekwencji, jakie z nich wynikają. Jednak kluczowym pojęciem jest tutaj awersja.

Przez awersję dawni astrologowie rozumieli sytuację, w której planety lub elementy horoskopu wzajemnie się nie widzą, co oznacza, że nie zachodzi pomiędzy nimi żaden związek. W praktyce sprowadza się do tego, że nie widzą się znaki oddalone od siebie albo o półsekstyl (30°), albo o kwinkunks (150°). Innymi słowy planety położone w Baranie nie widzą się ze znakami Byka i Ryb (30°) ani też z Panną i Skorpionem (150°). Analogicznie sprawa wygląda z innymi odcinkami zodiaku.

W rozważaniach tych kluczowe są:

  1. dom pierwszy symbolizujący społeczeństwo wybierające władzę;
  2. dom dziesiąty pokazujący władzę, rządzących itp.
  3. dom czwarty (leżący naprzeciwko MC), który symbolizuje opozycję. Istotni są także władcy planetarni tych domów.

Ingres 2019

Ugrupowanie rządzące, czyli PiS, symbolizowane jest w roku 2019 przez władcę MC, Merkurego. Nie jest on w tym horoskopie najsilniejszą planetą, bo nie dość że w upadku i na wygnaniu, to jeszcze w retrogradacji. Jest jednak w interesującym położeniu względem znaków medium coeli i ascendentu. Otóż, Merkury nie tylko widzi dom dziesiąty, a więc król widzi swój tron, czyli PiS kontroluje swoją władzę, lecz także ascendent (wyborcy), czyli Skorpion, widzi Merkurego (trygon). Wyborcy zatem patrzą na PiS, które jawi im się jako ugrupowanie w pełni dostępne i zasługujące na oddanie na nie głosu.

Co się dzieje z sygnifikatorem opozycji? Władca IC, czyli Jowisz, jest w idealnym położeniu, bo w domicylu i widzi MC, lecz ascendent, czyli wybory nie widzą Jowisza. innymi słowy, nie dostrzegają opozycji aspirującej do przejęcia władzy. Co więcej, władca ascendentu, Mars, również nie widzi Jowisza. Doskonale widzi za to Merkurego (sekstyl).

Wniosek z tego nasuwa się dość oczywisty: PiS ma dużą szansę na kontynuowanie władzy do roku 2023!

Kilka innych przykładów posłużyło mi do zilustrowania mojego wykładu „Revolutio annorum: zasady interpretacji mundalnego horoskopu rocznego”, który miał miejsce na ostatnim „Weekendzie z astrologią polityczną” (10-11 czerwca 2017) odbywającym się cyklicznie w Polskim Towarzystwie Astrologicznym.

Ingres 2010

Dość interesująco przedstawia się horoskop ingresu na rok 2010. Lech Kaczyński, symbolizowany tu przez Księżyc (MC w Raku), szykował się do reelekcji, lecz katastrofa pod Smoleńskiem dramatycznie zniweczyła te plany i to dokładnie w dniu, kiedy progresywne MC doszło do radiksowego Marsa! Księżyc w tym kosmogramie wprawdzie widzi swój domicyl, lecz położony jest dokładnie na gwieździe Algol (26° 18´ Byka), która „ścina głowę”. Przypuszczalnie wyborcy i tak by go nie wybrali, ponieważ ani ascendent (Waga), ani władca ascendentu (Wenus w Baranie) nie widzą Księżyca. Jednak z zainteresowaniem spoglądają na jego rywala symbolizowanego przez Saturna (władcę IC), położonego w znaku Wagi (wywyższenie). Tym sposobem decyzja elektoratu była ewidentna: prezydentem RP został wówczas Bronisław Komorowski (53,01%).

Nie wiem, czy aż tak prosty mechanizm niebieski stoi za tą skomplikowaną siecią zależności sympatii i antypatii politycznych wyborców, ale z pewnością ukazuje on pewne tendencje, które należałoby doprecyzować, posługując się innymi technikami astrologicznymi, na co w stosownym momencie przyjdzie pewnie czas.

de38728cfa5688ea822482c47e02596c

Wywiad dla Onetu: O prognozie na rok 2017

Na stronach Onetu można zapoznać się z wywiadem, który udzieliłem w związku z nowym rokiem. Tematem rozmowy jest więc prognoza astrologiczna na rok 2017. Mówię przede wszystkim o horoskopach Polski, premier Beaty Szydło, Jarosława Kaczyńskiego, PiS, prezydenta Andrzeja Dudy i min. Antoniego Macierewicza. Odnoszę się także do opozycji i kosmogramów Grzegorza Schetyny, Ryszarda Petru oraz Mateusza Kijowskiego i KOD. Wspominam również inicjatywę płk Adama Mazguły. Podkreślam znaczenie sierpniowego zaćmienia, które dotknie Amerykę i Donalda Trumpa.

Wywiad dla Onetu - rok rewolucji

Wywiad przeprowadził Piotr Cielebiaś. Zapraszam do lektury.

Całość do przeczytania pod poniższym linkiem:
http://strefatajemnic.onet.pl/ezoteryka/to-bedzie-rok-rewolucji-w-polsce-mowi-slynny-astrolog/y26vrx

Wywiad dla Onetu: O fatum i przeznaczeniu w astrologii

Niedawno ukazał się wywiad, jaki udzieliłem portalowi Onet.pl. Wypowiadam się na temat naukowych i nienaukowych aspektów astrologii, mówię o tym, na czym opiera się astrologia, kto korzysta z usług astrologa, co można wyczytać z horoskopu urodzeniowego. Odwołuję się także do takich pojęć jak los, przeznaczenie, fatalizm astralny i wolna wola. Wspominam także filozofów i Junga, jak również odnoszę się do kwestii różnic, jakie zachodzą pomiędzy astrologią a jasnowidzeniem, tarotem czy numerologią.

Onet - wywiad 11.2016

Wywiad przeprowadził Damian Gajda. Zapraszam do lektury.

Całość do przeczytania pod poniższym linkiem:
http://kobieta.onet.pl/zdrowie/psychologia/czy-naszym-zyciem-rzadzi-fatum/t63zb5

Modlitwa astrologiczna (z dziejów renesansowej astrologii elekcyjnej)

Istnieje mnóstwo reguł astrologii elekcyjnej, a więc tej, która stawia sobie za cel wybór najlepszego terminu na dokonanie określonych czynności (zob. V. Robson, Astrologia elekcyjna, Biblioteka PTA). Reguły te rozciągają się od bardzo prostych i łatwych w zastosowaniu, jak godziny planetarne, fazy Księżyca, aspekty lunarne, aż po bardziej skomplikowane, nakazujące konstruowanie horoskopu z wymogiem zachowania złożonych reguł i zasad, co w praktyce czyni tę sztukę wysoce wysublimowaną, a przez to wybór określonego czasu na rozpoczęcie danego przedsięwzięcia bywa trudny i wymagający żmudnej analizy.

W dawnych traktatach astrologicznych można jednak wyodrębnić postulat, który roboczo pozwolę sobie nazwać „elekcją nad elekcjami”. Odwołuje się on do rzadko występującego na niebie układu planet, którego termin można wykorzystać na dowolne przedsięwzięcia, a najlepiej do składania próśb bądź modlitwy błagalnej do Boga, względnie do wyznaczenia takiego czasu, w którym spełniłoby się wszystko, czego człowiek zapragnie.

Z prośbą o wyznaczenie takiego terminu zwróciła się dzielna księżna Ferrary, Eleonora Aragońska (1450-1493) do Pellegrino Priscianiego (1435-1510), włoskiego uczonego, bibliotekarza i nadwornego astrologa pracującego dla słynnego rodu d’Este. Prisciani, oczytany w znamienitych dziełach astrologicznych, od razu uznał, że księżnej pomóc może jeden szczególny układ planet opisywany przez dawnych i współczesnych mu mędrców. Znajdujemy go bowiem zarówno w aforyzmach Albumasara, Almansora, jak i w Conciliatora Pietro d’Abano. Prisciani znał te pisma i w liście do księżnej parafrazuje m.in. Almansora w następujący sposób:

„Jeśli kto zwróciłby się z prośbą jaką do Boga: gdy Głowa (Smoka) spotyka się pośrodku nieba z Jowiszem, a Księżyc zbliża się ku niemu, nie przejdzie niezauważony, kto krótko prosi” [przeł. R. Kasperowicz].

Czytając uważnie Almansora (ok. IX w.) w łacińskiej wersji Platona z Tivioli, który z pomocą Abrahama bar Hiyya dokonał w 1136 roku przekładu z arabskiego, możemy się przekonać, że w 108 aforyzmie autor jest bardziej precyzyjny. Almansor stwierdza:

„Jeśli ktokolwiek poprosi o coś, gdy Głowa Smoka wraz z Jowiszem znajduje się na medium coeli i Księżyc aplikuje do tej koniunkcji, albo separuje od niej, ale dochodzi do władcy ascendentu, względnie jeśli władca ascendentu dochodzi do Jowisza i Głowy Smoka, to układ ten nie zawiedzie proszącego i sprawi, że w tym krótkim czasie otrzyma to, czego pragnie” [przeł. z łac. na ang. J. H. Holden].

Mowa tu zatem o takim układzie planet, w którym Jowisz znajduje się w koniunkcji z północnym węzłem Księżyca (Głowa Smoka), co ma miejsce raz na 5-7 lat, wraz z Księżycem, który aplikuje do tej koniunkcji. Musi zatem nastąpić aplikacyjna potrójna koniunkcja Księżyca, Jowisza i Głowy Smoka na medium coeli. Jeśli natomiast zdarzy się, że Księżyc już separuje od tej koniunkcji, to powinien on w następnym aspekcie aplikować do władcy ascendentu. Ostatecznie, inny wariant zakłada, że jeśli nie uda się wesprzeć koniunkcji Jowisza z Głową Smoka Księżycem, wówczas niechaj chociaż władca ascendentu zmierza do owej koniunkcji.

Pellegrino Prisciani spostrzegł z radością, że taki układ planet będzie miał miejsce kilka dni po pytaniu, z jakim zwróciła się do niego księżna Ferrary. W liście datowanym na 26 października 1487 roku Prisciani pisze do Eleonory, że do owej koniunkcji Księżyca, Jowisza i Głowy Smoka dojdzie w dniu Wenus, 2 listopada 1487 roku trzy kwadranse po godzinie 24:00. Nie chodzi tu bynajmniej o północ w naszej rachubie dnia (bo wówczas koniunkcja ta wypadłaby w domu szóstym, tymczasem w tekstach mowa jest o tym, by była ona na medium coeli), lecz o ostatnią godzinę dnia, czyli de facto 24:00, która tożsama jest z momentem zachodu Słońca. Innymi słowy, mowa tu o 45 minutach po zachodzie Słońca!

Według czasu solarnego w Ferrarze Słońce 2 listopada zachodziło o godz. 16:59 LAT. Jeśli do tej godziny dodamy 45 minut, wówczas księżna miała przystąpić do modlitwy błagalnej o godz. 17:44 LAT (co według dzisiejszych standardów odpowiada godz. 16:42 GMT).

Modlitwa ksieznej Ferrary

Horoskop obliczony na ten moment pokazuje ascendent w znaku Byka (domicyl Wenus), a sławetną koniunkcję Księżyca, Jowisza i Głowy Smoka w domu dziesiątym blisko MC. Do koniunkcji tej dochodzi w znaku Wodnika, w którym żadne z tych ciał niebieskich nie posiada godności podstawowej (poza Jowiszem, który jest zaledwie trzecim władcą troistości powietrza). Tym niemniej Pellegrino Prisciani powołuje się na IV księgę Astronomica Marka Maniliusza, w której czytamy, że człowiek pobożny, czysty i uczciwy rodzi się, gdy wschodzi znak Wodnika. Dlatego astrolog uznaje, że znak Wodnika nie tylko pasuje do tej koniunkcji, lecz także do próśb i modlitw księżnej Eleonory.

W horoskopie tym zwraca uwagę nie tylko potrójna koniunkcja Jowisza z węzłem i Księżycem blisko medium coeli, lecz także domicyl Wenus na ascendencie, gdzie Wenus wraz z Saturnem (władcą tej koniunkcji) podlegają Jowiszowi. Zresztą zachodzi tu wzajemna recepcja pomiędzy Jowiszem a Saturnem.

Prisciani instruuje księżną nie tylko co do dokładnego czasu rozpoczęcia i zakończenia modlitw (modlitwa miała trwać 15 minut, przypuszczalnie dopóki ascendent pozostawał w domicylu Wenus), lecz także objaśnia jej, jak ta modlitwa powinna brzmień. Treść tej modlitwy zamieszcza w liście:

„Wszechmocny i odwieczny Boże, któryś z niczego stworzył rzeczy widzialne i niewidzialne, i niebo, uporządkowane tak cudowną miarą, ozdobił w sposób tak podziwu godny gwiazdami stałymi i błądzącymi, dodając im świetliste promienie: blask, ruch, panowanie i wszelką siłę; jak spodobało się Tobie, i któreś ożywił mocą inteligencji oderwanych oraz świętych aniołów. Ty, któryś ulepił nas ludzi na Twój obraz (choćby i z gliny ziemskiej), tak że z samych niebios czerpać możemy liczne owoce, korzyści i dobrodziejstwa (za pośrednictwem Twojego miłosierdzia). Do Twego Odwiecznego Majestatu pokornie i z wiarą zanoszę prośby; i jeśli nawet nie tak, jak powinnam, z taką skruchą umysłu, jak potrafię, pokornie uciekając się do nieskończonego Twego miłosierdzia i cudownej łaskawości. Obyś odsunął mą przewrotność i zbłądzenie, i wysłuchaj mej modlitwy w swoim miłosierdziu. I tak jak owa cudowna gwiazda szła na przedzie, prowadząc Kacpra, Melchiora i Baltazara, którzy ze Wschodu przyszli i przybyli do żłóbka Pana Naszego Jezusa Chrystusa, Twego Syna, którego szukali. Tak i teraz , gdy gwiazda (planeta) Jowisz jest pośrodku nieba z Głową Smoka, a Księżyc zbliża się do Jowisza: Twoi słudzy wraz z aniołami świętymi, którzy wspomagają mnie i mnie prowadzą. Niech ta modlitwa dotrze do Ciebie. I obdarz mnie, która zanosi modły do Ciebie, etc. I w tym miejscu Wasza Wysokość wymieni tę łaskę, której oczekuje od Odwiecznego (…) ” [przeł. R. Kasperowicz; cyt za: A. Warburg, Narodziny Wenus, Gdańsk 2010].

Dość oczywisty wydaje się fakt, że modlitwa ta stanowi swoistą kontaminację wiary chrześcijańskiej, humanizmu renesansowego, magii i astrologii.

Jak wspomniałem, koniunkcja Jowisza z Głową Smoka zachodzi mniej więcej raz na 5-7 lat. Ostatnio miała miejsce w czerwcu 2016 roku (11 czerwca o godz. 18:00 dołączył do niej Księżyc). Do następnej dojdzie dopiero za siedem lat w znaku Byka, ale już teraz można się pokusić o horoskop elekcyjny z wykorzystaniem reguł Almansora. Horoskop ten wyglądałby następująco:

Potrojna koniunkcja

Niestety, jeśli koniunkcja ta ma się znajdować w 10. domu, to będzie już separacyjna. Ale może warto spróbować, skoro wypadnie wówczas godzina Jowisza.